Hej me Bałtyckie Morze wdzięczny ci jestem bardzo… Rejs po Zat. Gdańskiej
To był chyba mój najlepszy morski rejs stażowy jaki udało mi się dotychczas odbyć. Nic wielkiego się nie zapowiadało, raptem trzy doby żeglugi po Zatoce Gdańskiej, odwiedzenie kilku portów, parę zwrotów, rybka na Helu i tyle. Ale zacznijmy od początku…
Sierpniowe żagle rodzinne postanowiłem spędzić nad Jeziorakiem. Ponieważ moje dzieci są małe (3 i 5 lat), to starałem się wybrać akwen w miarę bezpieczny (wąski), tak aby w razie czego szybko można było dopłynąć do brzegu. Jeziorak idealnie spełniał to założenie.
To był bardzo sympatyczny rejs, choć finalnie z niezrealizowanymi zamierzeniami. Po pierwsze nie udało się nam osiągnąć głównego celu rejsu, czyli wpłynąć na jezioro Dejguny z Tajt. Po drugie nie powiodła się realizacja planu awaryjnego, czyli pokonanie Sapiny i dopłynięcie do jeziora Gołdopiwo. Mimo wszystko (a może dzięki temu) był to rejs pełen żeglarskich przygód. Niektóre z nich były bardzo tajemnicze – naszym zdaniem za sprawą mitycznej Czarnej Łapy :)
Jakiś czas temu rozpoczęliśmy serię artykułów, które „bawiąc uczą”. W historiach tych przedstawiliśmy swoje przygody, w których nie udało się nam uniknąć błędów. Mamy przez to nadzieję, że uda się ich uniknąć innym wodniakom. Dzisiaj kolejna przygoda! Tym razem pośmiejemy się z innych. Będzie to o załodze, która wybrała tyleż niekonwencjonalne, co nieskuteczne sposoby odcumowania.