Rejs: Wakacje z duchami, czyli nieudana próba dopłynięcia do jezior Dejguny i Gołdopiwo

Napisany przez Michał Kwiatkowski. Opublikowane w Wielkie jeziora inaczej, Śródlądzie

IMG_4701To był bardzo sympatyczny rejs, choć finalnie z niezrealizowanymi zamierzeniami. Po pierwsze nie udało się nam osiągnąć głównego celu rejsu, czyli wpłynąć na jezioro Dejguny z Tajt. Po drugie nie powiodła się realizacja planu awaryjnego, czyli pokonanie Sapiny i dopłynięcie do jeziora Gołdopiwo. Mimo wszystko (a może dzięki temu) był to rejs pełen żeglarskich przygód. Niektóre z nich były bardzo tajemnicze – naszym zdaniem za sprawą mitycznej Czarnej Łapy :)

Płyniemy na Dejguny – pierwsze spotkanie z Czarną Łapą.

Na Wielkich Jezior Mazurskich byłem już wszędzie po kilka razy. Dlatego parę lat temu rozpocząłem poszukiwanie szlaków alternatywnych. Pokonałem Wielką Pętlę (3 razy), byłem w Orzyszu, na Ubliku, Kotle, czy Gołdopiwie (2 razy). Teraz przyszedł czas, aby dopłynąć na Dejguny. Na to jezioro chciałem wpłynąć od dawna. Już nawet kiedyś Orionem byłem na końcu Tajt, ale wtedy nie starczyło czasu. Tym razem miało być inaczej. Wypożyczyliśmy jacht Corvette 600 i posiłkowani informacjami ze strony www.jachtem.wdal.pl (a więc od śmiałków, którzy przepłynęli ten szlak) rozpoczęliśmy rejs.

Było to 17 lipca 2014. Tego dnia upał stał się niemiłosierny i zbierało się na burzę. Wypłynęliśmy z Pięknej Góry trochę po 14.00, a więc pozostało nam niewiele czasu na dopłynięcie do Dejgun (zakładaliśmy, że tego dnia się tam znajdziemy). Wiało słabo, więc na silniku dopłynęliśmy na koniec Tajt. Chłopaki patrzyli na mnie z przekąsem, gdy pokazywałem na wielką kępę trzcin mówiąc, iż musimy w nią wpłynąć, aby dostać się na rzekę prowadzącą do celu. Ja jednak rozpędziłem łódź i z impetem wjechałem w trzciny. Po chwili musieliśmy wyjść z żaglówki (byliśmy na to przygotowani – wodne buty, itp.), aby przepchnąć ją dalej. Na początku szło nam nieźle. Jednak po 20 metrach Ziutek, który był z przodu łodzi, krzyknął, że dalej nie da rady bo wody jest po kostki. Poszliśmy z Czarnym do niego. Faktycznie. Pod mostem kolejowym wody było z 5 cm. Konsternacja. Co robić? Czy przekopujemy rzeczkę? Bez sensu, tym bardziej, że podobny poziom może być w dalszej części szlaku. Może zbudujemy tamę i tym sposobem podniesiemy poziom wody? Również bez sensu i to z tego samego powodu. Weszliśmy na most. Przespacerowaliśmy się trochę, aby zobaczyć co nas ewentualnie czeka dalej. Trochę podłamani zastanawialiśmy się jak poprowadzić dalej rejs…

Nie chciało nam się pływać po głównych szlakach, raczej interesowały nas boczne jeziora, dlatego zdecydowaliśmy, że popłyniemy Sapiną na Gołdopiwo. Weszliśmy na łódkę i pokonując ten sam odcinek w przeciwnym kierunku obraliśmy kurs na północ, mijając Kisajno, Dargin, most na Kirsajtach. Na noc zdecydowaliśmy się pozostać w marinie Skłodowo, bazie MOPR na Mamrach. Dotarliśmy tam około 21.00 i zjedliśmy pyszną kolację (w zasadzie można uznać, że była to dwudaniowa „wigilia”). Rozmawialiśmy przy „oranżadce” o przygodach zakończonego dnia. Szukaliśmy odpowiedzi na dręczące nas pytanie: dlaczego nie udało nam się wpłynąć na Dejguny? (wytłumaczenie, że w tym roku jest niski stan wody wydawało nam się zbyt banalne). Jedynym logicznym uzasadnieniem było to, że Czarna Łapa zrobiła nam psikusa i zatrzymała wodę. Tamtego wieczora, odpowiednio nastawieni przez „oranżadkę”, uznaliśmy że jest to perfekcyjne wyjaśnienie naszego niepowodzenia. I tak oto Czarna Łapa stała się leitmotivem  naszego wyjazdu. Powoływaliśmy się na jej tajemną moc zawsze, gdy coś nam nie wyszło.

Niewtajemniczonym wyjaśnię, że Czarna Łapa to mityczna postać z kawałów o Breżniewie i Gierku, która robiła im różne kawały.

W drodze na Gołdopiwo. Czarna Łapa uderza po raz drugi, i to serią ciosów!

Rano wypłynęliśmy w stronę Ogonek. Tam po krótkiej przerwie na zakupy przeprawiliśmy się na Stręgiel. Wszystko szło zgodnie z planem. Odnaleźliśmy Sapinę i wpłynęliśmy w nią. Tutaj też był niższy  stan wody niż zazwyczaj (wiadomo – Czarna  Łapa) – widać to było po odsłoniętych korzeniach drzew. Bierzemy poprawkę na stan wody i aby nie szorować o dno lekko podnieśliśmy płetwę sterową i miecz. Po dopłynięciu do pierwszego mostu (w zasadzie drewnianej kładki), już wiemy że Czarna Łapa nie zapomniała o nas. Prześwit pod mostem jest na tyle mały, że aby przepłynąć musieliśmy zdjąć maszt z cęgów oraz odkręcić tylny kosz. Po dwóch godzinach, szczęśliwi że przechytrzyliśmy Czarną Łapę, popłynęliśmy dalej.

Czarna Łapa jednak się nie poddała. Tym razem zdecydowała się przeciwko nam wystawić roślinność podwodną. Głównie chodzi o tzw. „sałatę”, czyli duże liście rosnące blisko dna. Przez to, że poziom wody się obniżył, to te rośliny były bliżej lustra wody i okręcały się wokół śruby naszego silnika. Co kilka minut musieliśmy go wyłączać i zdejmować liście ze śruby. Było to trochę męczące, ale po pewnym czasie w miarę sprawnie wykonywaliśmy tę czynność. Kiedy już nam się wydawało, że wszystko będzie dobrze i na wieczór dotrzemy do Gołdopiwa, Czarna Łapa zdecydowała się wykonać cios decydujący: uszkodziła nam silnik, a ściślej układ chłodzenia. Wiadomo, że silnik bez tego urządzenia może ulec poważnej awarii, więc skoro tylko zorientowaliśmy się, że coś jest nie w porządku, po prostu go nie uruchamialiśmy i na wiosłach wróciliśmy na Stręgiel. Tam przykręciliśmy kosz i maszt oraz zasiedliśmy do uroczystej kolacji (ponieważ „wigilia” była dnia poprzedniego, to tym razem był to „pierwszy dzień świąt”). Czarna Łapa upojona sukcesem z silnikiem wysłała przeciwko nam jeszcze roje komarów, lecz nie zrobiło to na nas większego wrażenia. W końcu i Czarnej Łapie znudziły się te numery, albo po prostu była zmęczona, grunt że dała nam spokój, a my mogliśmy spokojnie dokończyć kolację popijając ją „oranżadką”.

W kierunku Gilmy. Perfidny fortel Czarnej Łapy.

Kolejny poranek przywitał nas piękną, upalną pogodą. W Ogonkach spotkaliśmy się z panem od armatora z obsługi technicznej, który wymienił nam silnik. Tam też musieliśmy pożegnać się z Ziutkiem, który odjechał swoim Fiatem 125 w kolorze „Sahara” w ważnej sprawie rodzinnej. Dalej już we dwóch kontynuowaliśmy rejs. Odpłynęliśmy w stronę Kirsajt. Za mostem postanowiliśmy opłynąć Dargin wzdłuż wschodniego brzegu. Skręciliśmy w stronę Harszu i ciesząc się doskonałym wiatrem (3 Beauforta) żeglowaliśmy pełnym bajdewindem. Przy okazji podziwialiśmy kilka brawurowo przeprowadzonych akcji Policji polegających na pogoni i późniejszej kontroli skuterów wodnych – taka nowa moda, która na pewno znajdzie przełożenie w doskonałych statystykach. Po jakimś czasie postanowiliśmy dopłynąć do brzegu i zjeść zupę. Cała operacja zajęła około 40 minut. Gdy ponownie wyruszyliśmy na Dargin, okazało się że wiatr „zdechł”. Dla innych mógł to być po prostu wynik działania frontów atmosferycznych, jednak my doskonale wiedzieliśmy co się za tym kryło – oczywiście fortel Czarnej Łapy, który miał uniemożliwić nam dotarcie na Dobskie. Jednak i tym razem przechytrzyliśmy Czarną Łapę. Po prostu uruchomiliśmy silnik i powoli popłynęliśmy przez Dargin w kierunku Dobskiego. Tuż przed Gilmą Czarna Łapa jednak „włączyła” wiatr. Okrążyliśmy więc wyspę, aby wybrać dogodne miejsce na nocleg. Od mojego ostatniego tam pobytu jednak sporo się zmieniło – powstał tu rezerwat i nie można obozować na brzegu. Dlatego też wybraliśmy sobie miłą zatoczkę i stanęliśmy przy trzcinach na płyciźnie nie dobijając do brzegu. Cały wieczór poświęciliśmy na sportowy połów ryb.

Łabędzie szlak i pożegnanie z Czarną Łapą.

Ostatni dzień naszego rejsu zaczęliśmy od odwiedzin (a jednak…) ruin na wyspie. Byłem tu po raz ostatni pod koniec lat ’90 i myślałem że dawne ruiny w międzyczasie zamieniły się w gruzy, jednak ku mojemu zaskoczeniu wszystko było mniej więcej tak jak zapamiętałem. Polecam wszystkim, którzy odwiedzą ten zakątek Mazur.

Tego dnia około 14.00 musieliśmy oddać żaglówkę. Ponieważ spacer zajął nam trochę czasu, to dopiero około 10.00 ruszyliśmy z Gilmy do Pięknej Góry. Pozostało nam więc niewiele czasu, tym bardziej, że zaplanowaliśmy żeglowanie „Łabędzim Szlakiem”, a więc za wyspami na Kisajnie. Na Darginie jeden z halsów był wyjątkowo niekorzystny, więc aby zaoszczędzić trochę czasu postanowiliśmy wesprzeć się silnikiem. Kilkukrotne próby uruchomienia nie przyniosły rezultatu. No tak, znów Czarna Łapa… Cóż było robić, odkręciliśmy świecę, oczyściliśmy ją i wygrzaliśmy nad gazem. Po tych operacjach silnik „zaskoczył” od razu.

Główny szlak był bardzo zatłoczony – mnóstwo żeglarzy pływa w weekend, natomiast za wyspami było mało łódek. Wiatr w porywach osiągał 5, więc żeglowało się bardzo miło. Niestety po kilkudziesięciu minutach dopłynęliśmy w okolice ośrodka AWF, gdzie ściągnęliśmy żagle i dalszą część drogi pokonaliśmy już na silniku. I tak o to w Pięknej Górze zakończył się nasz krótki rejs. Tu także pożegnaliśmy się z Czarną Łapą.

Schematyczna trasa naszego rejsu:

dejguny

Na zakończenie kilka informacji praktycznych:

1. Trasę na Dejguny lub do Gołdopiwa warto planować od około połowy czerwca (gdy woda jest już cieplejsza), do początków lipca. Chodzi o to, żeby poziom wody był możliwie jak najwyższy, ale też żeby nie było zimno, gdyby trzeba było przez dłuższy czas przebywać w wodzie – burłacząc.

2. Bardzo ważny jest wybór łodzi. Nie może być ona zbyt duża. Trasę na Dejguny można pokonać łódką gabarytów Morsa i o podobnym zanurzeniu (ale już na pewno nie większą). Mniejszą żaglówką będzie się jednak płynęło wygodniej. Jeżeli planujemy dopłynąć na Gołdopiwo kluczowa będzie nie tyle długość i szerokość żaglówki, co jej wysokość. Ja kiedyś  pokonałem tę trasę Orionem i Sportiną 595. W tym roku, gdyby nie Czarna Łapa, udałoby się to Corvettą 600 (przy konieczności odkręcenia tylnego kosza).

3. Główne przeszkody. W obydwu przypadkach (Dejguny, Gołdopiwo) kluczowe jest pokonanie pierwszego mostu. Jeżeli to się powiedzie, to dalej powinno się udać, choć szlak na Dejguny może być momentami płytki (to wiem od żeglarza, który pokonał tę trasę)

4. Szczegóły szlaku na Gołdopiwo można znaleźć w innym naszym artykule: http://www.mariway.pl/opis-szlakow-sapina-ze-stregla-na-goldopiwo/

5. Opis szlaku Tajty – Dejguny na zaprzyjaźnionym serwisie: http://jachtem.wdal.pl/2013_dejguny/2013_dejguny.html

Tags: , , ,