Czarter jachtu, czyli żeglarskie abecadło

Napisany przez Jacek Dmowski. Opublikowane w Porady żeglarskie

1382007781_1945_abJak profesjonalnie wyczarterować jacht w Polsce np. na Mazurach, gdzie szukać oferty, jakie spełnić formalności i na co zwrócić uwagę podpisując umowę. Czym się kierować, gdy szukamy jachtu dla rodziny z dziećmi a na co zwrócić uwagę kiedy interesuje nas tylko żegluga dorosłych? Na końcu już w porcie czeka procedura odbioru jachtu… łatwo nie jest, ale wszystko można sprawnie załatwić. Przeczytajcie jak!


Zapytany o to 25 lat temu odpowiedziałbym: musisz znaleźć jakąś firmę, która czarteruje jachty. Książka telefoniczna, „stacjonarna komóra” i parę godzin aby wyczarterować COŚ… w zasadzie wszystko jedno co, bo wtedy łódka składała się z kadłuba, masztu z bomem, kilku stalówek, grota, foka, fałów i szotów, cum oraz steru. Z wyposażenia dodatkowego bywały knagi (hitem były te zaciskowe), dodatkowe szekle – chodliwy towar zwłaszcza w portach, jakieś skrzynki z narzędziami. Najszczęśliwsi i posiadający nadmiar gotówki mogli mieć łódź z silnikiem marki 79234833_2_644x461_silnik-zaburtowy-wietierok-8-nowy-osprzet-wawa-zdjeciaWietierok 8KM – wybitna konstrukcja rodem z ZSRR. Kto nie doświadczył mocy tego cuda techniki nie zrozumie, że jeden silnik tego typu zamontowany na jachcie może nadwyżki mocy spożytkować na holowanie dodatkowych dwóch, trzech, czterech, pięciu… (no może trochę mnie poniosło) jachtów.

Niektórzy pewnie zakwestionują to co piszę. Były przecież tradycyjne crusiery takie jak: Nash, Venus, Mak czy Orion ale i takie rarytasy – hotelowce jak Mors, Tango czy Pegaz. Tak czy inaczej czasy się zmieniły (czy na lepsze…?) i dziś na pewno warto więcej czasu poświęcić na wybór jachtu niż na samo jego wyczarterowanie.

Możliwości znalezienia jachtu jest wiele. Ja osobiście, myśląc o rejsie mazurskim, korzystam ze sprawdzonego portalu www.mazury.info.pl zakładka czartery jachtów. W zasadzie znajdziemy tu każdy jacht, jaki pływa po Mazurach. Wystarczy z grubsza wiedzieć, co się chce i zająć się rezerwacją z odpowiednim wyprzedzeniem. Zwykle 6-8 tygodni w tzw. sezonie wystarczy, ale zdecydowanie więcej w terminach popularnych (które osobiście odradzam ze względu na niemiłosierny tłok i na wodzie i w portach, szczególnie jeśli planujemy płynąć większą ekipą) takich jak weekendy majowy czy „bożocielny” lub wakacyjny 15 sierpnia.

Wybierając jacht watro się zastanowić, co dokładnie chcemy na tym jachcie robić i z kim (mam na myśli żeglowanie). Planując wypad z rodziną i dziećmi powinniśmy skupić się przede wszystkim na bezpieczeństwie jednostki i wygodzie. Weźmy raczej jacht „hotelowy” tj. z obszernym wnętrzem i pełną wysokością stania (minimum 180 cm), dobrze dobalastowany (tego ze strony internetowej możemy się nie dowiedzieć, dlatego warto porozmawiać wcześniej z armatorem), raczej z mniejszą powierzchnia żagli. Ważne jest też wyposażenie podnoszące komfort użytkowania. Nie oszczędzajmy na chemicznym WC oraz innym wyposażeniu podnoszącym komfort wypoczynku (np. lodówce) szczególnie, gdy planujemy wypad z dziećmi. Do rozważenia pozostaje kwestia innych atrakcji dla naszych pociech, takich jak odtwarzacz CD lub DVD. Puszczenie bajki lub filmu małym żeglarzom bywa czasem bezcenne. Ale jest to sprawa indywidualnych decyzji czy wpajać będziemy naszym podopiecznych ducha prawdziwego „wilka morskiego” czy też wpuścimy wszędobylskie multimedia. Mówiąc całkiem serio – wybór należy do Was. Zwracamy uwagę czy jacht ma (zwykle tak) w wyposażeniu namiot na bom (bardzo przydatny w porcie w upalne dni oraz kiedy pada). Warto także pomyśleć o jachcie, który ma łatwy dostęp do wody (głównie z rufy) w obie strony. Wejście do wody bywa łatwiejsze niż wyjście z niej, dlatego drabinka wydaje się być absolutną koniecznością. Osobiście nie jestem zwolennikiem zabudowanych ruf. Dzieci i tak będą chciały się kąpać (np. w trakcie postoju na kotwicy) a zabudowany od rufy kokpit jest mniej wygodny i mniejszy. Co do bezpieczeństwa otwartej rufy to i tak wszystko zależy od naszej uwagi, odpowiedzialności i zdrowego rozsądku. Myśląc o dzieciach warto jeszcze z domu zabrać ukochanego misia, „zabawki wodne” najlepiej pompowane, sprzęt do rysowania, ale raczej nie ma co z ilością przesadzać – więcej na ten temat na stronie w artykule „Żagle z małymi dziećmi”. W końcu to ma być tylko „koło ratunkowe” a nie cel sam w sobie. Jeśli pociecha nie posiada ulubionego kubeczka lub miseczki wszystko co potrzebna znajdziemy na jachcie.

Oczywiście, jeśli płyniemy w dorosłym towarzystwie to priorytety mogą być inne a co za tym idzie wybór jednostki także oparty zostanie na innych kryteriach. Możemy wtedy zrezygnować z odrobiny luksusu (ale bez przesady – w końcu robimy to dla przyjemności) i postawić na jacht szybszy, bardziej zwrotny słowem „regatowy”. Oczywiście wszystko zależy od naszych indywidualnych potrzeb.

Zatem jak pisałem wcześniej po ustaleniu swoich oczekiwań i oczekiwań załogi (warto je rozważyć by w trakcie rejsu nie słyszeć docinek… mimo że w żeglarstwie nie mam miejsca na demokrację) warto dokładnie przeczytać opis jachtu i obejrzeć zdjęcia w Internecie. Jeśli coś budzi wątpliwości to dopytajmy armatora. Na wszystkie nasze wątpliwości powinien odpowiedzieć. Jeśli się waha, unika odpowiedzi lub twierdzi, że wszystko sprawdzimy na miejscu lepiej sobie odpuśćmy i poszukajmy innej propozycji. Wybór jest bardzo duży. Warto też (zwłaszcza, jeśli nie znamy jachtu) poszukać ogólnych opisów jednostki, poszukać na forach internetowych, popytać znajomych. Ja opinii osób, których nie znam nie biorę jako prawdę objawioną, ale jednak sugestie innych mogą być bardzo pomocne w podjęciu ostatecznej decyzji. Większość dużych flot czarterowych ma serwis kliencki na wysokim poziomie, tzw. jachty garażowe – robione własnym sumptem i czarterowane indywidualnie – cierpią na syndrom „będzie pan zadowolony” co bardzo często oznacza „pan NIE jest zadowolony!”

Większość jachtów ma pełne wyposażenia żeglarskie i kambuzowo – hotelowe. Raczej nie ma sensu brać ze sobą dodatkowej torby ze sprzętem. Warto jednak zaopatrzyć się w aktualną mapę Wielkich Jezior Mazurskich (nie zawsze jest na jachcie), jakiś podręczny multitool (skrzynka z narzędziami także powinna być) oraz wodoszczelne pokrowce na dokumenty czy elektronikę na wypadek nieoczekiwanego kontaktu z wodą (odpukać). I to co naprawdę konieczne to przypomnieć sobie locję. Dziś jeziora mazurskie są dobrze oznakowane. Co chwila boje szlaku żeglownego, boje kardynalne oznaczające miejsca niebezpieczne czy choćby oznaczenia wejścia do kanałów i warunków tam panujących (głębokość, prawo drogi itd.). Wydaje się to oczywiste ale nawet w tym roku płynąc w okolicach Sztynortu widziałem „śmiałków” ochoczo halsujących przez środek dużego niebezpiecznego wypłycenia (tzw. Głazów Sztynorckich), od boi do boi z przymusowym i zapewne kosztownym postojem w międzyczasie.

Po wyborze jachtu i armatora (firmy czarterującej) czas na część oficjalną. Formalności są zwykle wszędzie takie same: umowa do wglądu wysyłana jest mailem – tu nie mamy pola do popisu albo akceptujemy takową albo nie czarterujemy… Zasadniczo są one bezpieczne dla stron ale zawsze chronią bardziej armatora niż czarterobiorcę. Jeśli nie budzi nadmiernie naszej wątpliwości to wpłacamy zaliczkę i odsyłamy już podpisany na papierze dokument. Dalsze sprawy załatwiamy w dniu odbioru jachtu, a więc:

  1. Dopłacamy resztę kwoty za czarter + wpłacamy należną kaucję najczęściej gotówką. Jeśli płyniemy z załogą po raz pierwszy warto aby każdy na tą kaucję się złożył. Dzięki temu w razie awarii, czy uszkodzeń unikamy niepotrzebnych dyskusji i konfliktów.
  2. Przedstawiamy wymagane uprawnienia, których większość czarterujących wymaga, (aktualnie najniższy stopień żeglarski – żeglarz jachtowy – uprawnia do prowadzenia każdego rodzaju jachtu w porze dziennej po wodach śródlądowych), choć znam takie przypadki, że uprawnienie nie są wymagane. Pozwala na to prawo. Nie posiadając żadnych uprawnień można pływać jachtem żaglowym o długości całkowitej nie przekraczającej 7,5m. Indywidualnej ocenie pozostawiam słuszność takich działań.
  3. Odbiór jachtu. Tu kardynalna zasada: poświęćmy odpowiednią ilość czasu na sprawdzenia tego co trzeba sprawdzić (o tym za chwilę) najlepiej w obecności osoby zdającej jacht. Zwracamy uwagę na kilka szczegółów dając do zrozumienia, ze znamy się na rzeczy. Wtedy zdający jacht poświęci właściwą ilość czasu na wyjaśnienie wszystkich ważnych kwestii i tzw. „patencików” (specyficznych dla każdego jachtu). Jeśli zdający jacht zostawi go szybciej niż to konieczne to sami go sprawdzamy. Trzeba pamiętać, że gdy będziemy jacht zdawać jego właściciel spędzi na jego sprawdzaniu dużo czasu i znajdzie wszystkie ewentualne usterki lub braki, więc lepiej żeby na znalazł tych, który przeoczyliśmy przed wypłynięciem. Płacenie za nie swoje szkody boli podwójnie.
  4. Co trzeba sprawdzić? O tym można napisać osobny artykuł. Ja skupię się na obszarach fundamentalnych:
  • Takielunek i osprzęt żeglarski – wg mnie to najważniejszy obszar do sprawdzenia. Łatwiej spędzić tygodniowy rejs bez kilku kubków czy z jedną przepaloną żarówką niż np. bez sprawnie działających knag zaciskowych do szotów i fałów. Sprawdzamy:
    • Ewentualne uszkodzenia żagli poprzez postawienie ich, olinowanie (szoty, fały) i „stalówki” (wanty, sztag i achtersztag) – tu zwracamy uwagę na przetarcia i przycięcia.
    • Działanie rolera foka a także czy jest i jak działa system refowanie grota. bramkaRoler foka to bardzo wygodne acz lubiące się psuć/zacinać urządzenie o dużej wartości. Ewentualne naprawy słono kosztują dlatego warto rozwinąć foka w porcie a następnie zwinąć go, każdy opór na szocie lub dziwna praca powinna być zgłoszona właścicielowi i wyjaśniona. Refowanie grota. Tu kilka słów odnoszących się i do techniki i do bezpieczeństwa żeglugi. Niestety praktyka refowania nie jest wciąż popularna na wodach śródlądowych. To błąd. Nie chodzi wcale o bycie twardzielem, ale raczej o bezpieczeństwo i komfort żeglugi. Nadmierny przechył zmniejsza prędkość – siła aerodynamiczna w większości „zmienia” się w niekorzystną siłę dryfu. Dodatkowo „siłujemy się” ze steram a jacht co chwila niekontrolowanie ostrzy. No i oczywista kwestia bezpieczeństwa. Sprawdzamy zatem jak na danym jachcie refuje się żagle. Zwykle są to tzw. reflinki (sznurki przymocowane bezpośrednio do grota na jednym poziomie do refbanty). Zwykle mamy jeden lub (korzystniej) dwa poziomy refów. I tu uwaga!!! Reflinki nie służą (mimo nazwy) do refowania. Dzięki min podtrzymujemy zarefowaną część grota wokół bomu. Nie sprawdzą się na jachtach z lazy jackiem , a więc na większości jachtów czarterowanych na Mazurach. Do refowania lepiej użyć refhals i refszkentla. Dwie linki (mogą to być długie, około 1 m, krawaty), którymi przymocowujemy obniżony grot do noku bomu (refszkentla) i do masztu (refhals) w okolicach mocowania bomu. Tak czy inaczej jeszcze przed wypłynięciem należy system refowanie sprawdzić.
    • Czy na jachcie jest odpowiednia ilość cum i krawatów. Dwie ok. 10 –cio metrowej długości cumy to absolutne minimum. Warto mieć ich więcej do przygotowania szpringów, czy choćby jako zapas. Kilka dłuższych krawatów także się przyda.
    • antila-27[100]Dalej sprawdzamy działanie kabestanów (czy pracują właściwie, czy mają blokady), szukamy korby do kabestanów a potem jej pilnujemy (kosztowny gadżet), knag zaciskowych, steru i fałów do jego podnoszenia i opuszczania, jak działam miecz itd. Warto w porcie podnieść miecz aby zweryfikować jakiej ilości siły należy użyć aby go wybrać, czy wchodzi do skrzynki i swobodnie z niej wychodzi.
    • Co do sprawdzenia mechanizmu do kładzenia masztu to nigdy nie widziałem aby ktoś to robił w porcie. Zachęcam jednak do obejrzenia miejsca mocowanie sztagu do sztagownika i podobnie bomu do masztu. Zwykle podczas manewru kładzenia masztu bom musi być odkręcony a pełzacze wysunięte z masztu. Warto przynajmniej w głowie wszystko sobie poukładać.
    • I coś co nazywamy patencikami, czarcimi zapadkami czyli rozwiązaniami nietypowymi jakie armator zastosował na rzeczonym jachcie. Zawsze o to pytajcie, bo często jest za późno i zbyt kosztownie a tłumaczenie że nie wiedziałem nie ma sensu, za jacht powierzony/przekazany ponosi się pełną odpowiedzialność
  • Kolejna ważna sprawa – silnik. Dawniej jego brak był standardem, dziś bez niego trudno wyobrazić sobie sprawną żeglugę przez kanały czy pod mostami. Co więcej wpływanie na żaglach do większości portów jest zabronione. Obawiam się też, że niejeden żeglarz, biorąc pod uwagę wielkość jachtów i portów miałby z tym spore kłopoty. Słowem – silnik musi być SPRAWNY. Przede wszystkim należy sprawdzić jago odpalenie, działanie skrzyni biegów, czułość i reakcje na dodawanie gazu. Dalej miejsce dopływu paliwa, zbiornik, odpowietrzenie, chłodzenie. Sam miałem zdarzenia (wstyd się przyznać), że z niewiadomych względów silnik się dusił. Cóż… to tylko zawór powietrza jakby zamknięty?! Sprawdzamy jak silnik się podnosi i opuszcza. Koniecznie zapytajcie osobę zdającą jacht o rodzaj paliwa (benzyna, mieszanka) i ile mniej więcej silnik pali na godzinę. To ułatwi orientacyjne przynajmniej przeliczenia na jak długo paliwa wystarczy. Po zapoznaniu się z działaniem silnika przechodzimy do kolejnego punktu.
  • Instalacje. W zasadzie na jachcie śródlądowym możemy skupić się na instalacji elektrycznej i gazowej. Co do tej pierwszej to nie ma z nią dużych problemów. Prawie w każdym porcie można doładować akumulatory. Zatem ważne, aby na jachcie był stosowny kabel do podłączenia do prądu. O ile to możliwe nie nadużywamy akumulatora w trakcie płynięcia (bez ładowania). Staramy się ograniczyć prace urządzeń elektrycznych do minimum. Za to na postoju, podłączeni pod prąd z kei, możemy poszaleć: laptop z filmem dla dzieci, ładowanie komórek nie jest już żadnym problemem. W sprawdzaniu instalacji gazowej skupiamy się na lokalizacji głównego zaworu odcinającego dopływ gazu do kuchenki, oraz szczelności zaworów przy samej kuchence. Na wszelki wypadek podkreślam: róbmy to organoleptycznie (czytaj: na węch) bez efektownych metod z np. zapalniczką!!!. Dobrze jest tez sprawdzić zwłaszcza jak zamierzamy sporo gotować czy oba palniki są sprawne i nie pozalewane.
  • To już chyba koniec. Jeszcze ostatnia kwestia (choć wcale nie mniej ważna) – środki ratunkowe i asekuracyjne. Zazwyczaj na jachcie wszystko jest: kamizelki, koło, czasami pasy asekuracyjne. Tylko gdzie? Nawet jak je zlokalizujemy to prawie zawsze sztauujemy je w najgłębszej bakiście. Albo jeszcze gorzej w kabinie w schowkach pod kojami. Mamy na to bardzo racjonalne wytłumaczenia: „zwykle ich nie używamy”. No właśnie… zwykle nie. Ale co jeśli będzie taka potrzeba? Jeśli dojdzie do tego strach, panika to wraz z prawie niedostępnym miejscem mamy problem. Moim zdaniem trzeba zadbać o to, aby kamizelki były łatwo dostępne w trakcie żeglugi. Potem, na noc, można je schować w miejscu gdzie nie będą przeszkadzać. Trochę wysiłku, a spokój bezcenny.

Nie wiem czy wymieniłem wszystko, co najważniejsze, ale nawet najbardziej skrupulatnie przygotowana check lista nie zwalnia nas z myślenia. Dobrze zaplanowany rejs (a rezerwacja i odbiór jachtu to pierwsze i zasadnicze działania) to podstawa udanego wypoczynku. Nie bójcie się pytać właściciela o rzeczy, które są dla was ważne. To nie wstyd. Wstyd (a może i coś gorszego) będzie wtedy jak w wyniku niedopatrzenia lub niedbałości dojdzie do nieprzyjemnych, niebezpiecznych czy kosztownych wypadków. A na jachcie to nie właściciel ale Wy będziecie KAPITANAMI.

Tags: