Rejs: Rodzinne żagle na Jezioraku

Napisany przez Michał Kwiatkowski. Opublikowane w Śródlądzie

IMG_4951Sierpniowe żagle rodzinne postanowiłem spędzić nad Jeziorakiem. Ponieważ moje dzieci są małe (3 i 5 lat), to starałem się wybrać akwen w miarę bezpieczny (wąski), tak aby w razie czego szybko można było dopłynąć do brzegu. Jeziorak idealnie spełniał to założenie.To była moja siódma żeglarska przygoda nad Jeziorakiem. Pierwszy raz miał miejsce pod koniec lat ’90, a ostatni cztery lata temu we wrześniu. Znałem więc to jezioro dosyć dobrze, jednak tym razem dane mi było spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy, a więc atrakcji i potrzeb małych dzieci. Plan zakładał stawanie na noc „na dziko”, aby dzieci mogły pobaraszkować w wodzie i na brzegu. Poza tym chcieliśmy posiedzieć trochę przy ognisku.

Ponieważ płynęliśmy tylko we czwórkę, oprócz dzieci i mnie oczywiście moja żona, postanowiłem wyczarterować mniejszą, a więc i tańszą jednostkę. Za poszukiwania zabrałem się stosunkowo późno, bo pod koniec lipca i przyznam, że cudem udało mi się znaleźć jacht – Viko 20. Okazuje się, że nad Jeziorakiem, w przeciwieństwie do Wielkich Jezior Mazurskich, popyt znacznie przewyższa podaż, tak więc w sezonie letnim należy nieco wcześniej rozpocząć poszukiwania jednostki. W przeciwnym razie może się okazać, że wykonamy wiele telefonów z negatywnym skutkiem. Niestety armatorzy mają też niechętny stosunek do czarterów krótszych niż tygodniowe (w wakacje).

Rejs rozpoczęliśmy 13.08.2014 w Iławie. Pogoda była średnia. Padało i wiał silny wiatr. Na szczęście pozytywne prognozy potwierdziły się i około południa wyszło słońce. Odpłynęliśmy na północ. Po kilku godzinach wybraliśmy doskonałe miejsce na nocny biwak – to było vis a vis campingu w Makowie. Dzieci wykonały cudowny zamek z piasku i długo pluskały się w wodzie.

Następnego dnia popłynęliśmy dalej na północ. Pogoda była zmienna, ale raczej deszczowa. W Siemianach zrobiliśmy drobne zakupy spożywcze i ruszyliśmy w dal. Naszym celem było rozlewisko na północny wschód od wyspy Czaplak. Niestety w trakcie płynięcia pogoda znacznie się pogorszyła. Chwilowo wyglądające słońce skryło się za chmurami. Ciche grzmoty zapowiadały zbliżającą się burzę, która na razie była jeszcze daleko. Na wysokości Czaplaka postanowiłem zrzucić żagle i poszukać bezpiecznego, ale także miłego schronienia. Niestety nie było to takie proste. Przy dwóch, czy trzech bindugach stały już żaglówki, więc płynęliśmy dalej. Brzegi całej tej części jeziora (od Siemian na północ) pokryte są albo grubym rzędem trzcin, albo sąsiadują z polami uprawnymi, więc miejsc do postoju na dziko nie ma zbyt wiele. W końcu udało mi się znaleźć miejscówkę po zachodniej stronie niewielkiej wysepki o nazwie Kępka, gdzie po przejściu deszczu zrobiliśmy ognisko. Jako ciekawostkę mogę podać, że właśnie tutaj Zbigniew Nienacki umieścił pierwszą kryjówkę bandy Czarnego Franka – tom „Nowe przygody Pana Samochodzika”. Zresztą nad Jeziorakiem jest więcej miejsc związanych z „Panem Samochodzikiem”. W zasadzie można nawet zorganizować rejs jego szlakiem.

Następnego dnia pogoda nie zapowiadała sie jakoś szałowo. Dopłynęliśmy dalej na północ tego zakątka jeziora, a następnie zawróciliśmy do Siemian, aby wykąpać się pod prysznicem. W tej miejscowości powstała nowoczesna Ekomarina, bardzo fajnie wyposażona. Niestety miejsc postojowych jest niewiele (tylko 30), więc w środku sezonu trudno jest tu znaleźć miejsce choćby na kilkugodzinny postój. Bosman powiedział mi, że czasami na wieczór robione są rezerwacje. Ciepły prysznic po kilku kąpielach w jeziorze to bardzo miła sprawa, dlatego w dobrych humorach popłynęliśmy na południe.

Za Gierczakami byłem pewien, że kolejna burza nas nie minie. Dlatego wykorzystaliśmy ten czas i dobiliśmy do brzegu na obiad. Żona zrobiła pyszne kluski z warzywami – poezja! Po obiedzie wypogodziło się jako-tako więc popłynęliśmy dalej. Naszym celem była zatoka Widłągi, gdzie zamierzaliśmy stanąć tradycyjnie na dziko. Po wpłynięciu w zatokę okazało się że większość miejsc bliżej Jezioraka jest już zajęta, musieliśmy więc płynąć na północny brzeg. Na szczęście udało się nam znaleźć bardzo fajną plażę. Dzieci wykorzystały nachylenie brzegu i robiły „błotne lawiny”. Wieczorem nastąpił obowiązkowy punkt programu, a więc ognisko.

Ostatniego dnia naszego krótkiego rejsu zaplanowaliśmy „przelot” do Iławy. Tego dnia wiał silny wiatr (5 Beauforta). Już na początku zrefowałem wiec grota i foka. Na Widłągach płynęło się nieźle, ale niestety na Jezioraku wiatr mieliśmy centralnie w „twarz”. Okazało się że przy ostrych kursach i silnym wietrze łódka nie sprawuje się najlepiej: bardzo się przechyla, dryfuje i słabo idzie na wiatr. Po dwóch godzinach, gdy zorientowałem się, że jesteśmy maksymalnie 1,5 kilometra od miejsca startu, postanowiłem zdjąć żagle i resztę trasy do Iławy pokonać na silniku. Nie wiem czy Viko 20 jest słabą konstrukcją, czy ten konkretny egzemplarz coś był niedorobiony, efekt – żeglowanie „na wiatr” nie było jej silną stroną. Natomiast z wiatrem pływała bez zarzutu :)

Na zakończenie postanowiliśmy jeszcze opłynąć Wielką Żuławę – wyspę zlokalizowaną przy Iławie. Po jej zachodniej brzegu małymi bojkami wytyczony jest tor wioślarski, warto wziąć to pod uwagę planując żeglowanie z tej strony wyspy. Około 14.00 dobiliśmy do portu i tak zakończył się ten przyjemny rejs.

Kilka subiektywnych obserwacji:

1. Niestety wschodni brzeg od Iławy do Makowa praktycznie cały jest już zbudowany domami (nie tak dawno domów było o wiele mniej). Znacznie to w mojej opinii nadwątla walory krajobrazowe tej części jeziora, które jest tu stosunkowo wąskie. Oczywiście każdy z nowych właścicieli zbudował swój pomost i założył tabliczki z tekstem o zakazie cumowania. Dostępność brzegów robi się coraz mniejsza.

2. Dużo miejsc do cumowania na dziko, a więc takich których poszukiwała moja rodzina, jest w zasadzie w południowej części jeziora, mniej więcej od Iławy do Siemian. Pływając po północy Jezioraka może być trudno ze znalezieniem fajnych biwaków, zwłaszcza w wakacje. Powstało za to sporo gminnych pomostów w miejscach do cumowania na dziko. Są one wyposażone w kibelki i śmietniki. Wszystko wyglądało bardzo solidnie. My poszukiwaliśmy jednak ustronnych miejsc i nie skorzystaliśmy.

3. Baza turystyczna – mariny. W mojej opinii mogłoby być lepiej. Baza jest stosunkowo uboga jak na tak duży akwen. Jest co prawda fajna Ekomarina w Siemianach, ten sam typ przystani powstał w Iławie i Zalewie. Dysponują one jednak niewielką ilością miejsc, ale super że powstały. Jest też kilka ośrodków campingowych i starych marin. Jak dla potrzeb rodziny z dziećmi – tak sobie.

Tak więc w porównaniu z innymi polskimi akwenami śródlądowymi Jeziorak nie wykorzystał póki co swojego potencjału, a niektóre zmiany (np. urbanizacja) idą w kierunku zdecydowanie anty-turystycznym.

Niemniej jednak zdecydowanie polecam odwiedzić ten akwen. Jeżeli ktoś, tak jak ja, szuka ciszy, to proponuję odwiedzić to miejsce poza wakacjami.

Na koniec kilka linków z naszych wcześniejszych artykułów mających związek z Jeziorakiem:

1. Opis szlaku Jaziorak – Elbląg (kanał i pochylnie): http://www.mariway.pl/opis-szlakow-jeziorak/

2. Opis szlaku Jeziorak – Ostróda (w tym jezioro Szeląg): http://www.mariway.pl/opis-szlakow-pojezierze-ostrodzkie/

Tags: ,