Rejs: Bałtyk – Litwa i Łotwa
Bałtyk jest zimnym morzem i dlatego…
I dlatego warto jest się wybrać w maju na rejs po pięknych bałtyckich wodach. Tym razem wraz z kolegami z klubu Mariway Sailing Club i zaprzyjaźnionymi żeglarzami postanowiliśmy pożeglować na północny wschód i odwiedzić porty Lipawa i Kłajpeda na Łotwie i Litwie. Nie bez przyczyny na sam początek polskiego sezonu żaglowego wybraliśmy ten kierunek – szukaliśmy mocnych wrażeń i silnych wiatrów. Jak się okazało wrażeń było dużo a wiatru jak na lekarstwo…
Planując ten rejs mieliśmy dwa cele: po pierwsze – pożeglować, pobyć jak najdłużej na morzu; po drugie – zobaczyć i pozwiedzać wyspę, o której słyszeliśmy, że jest bardzo ładna. Pierwszy cel udało się zrealizować z połowiczną satysfakcją, ponieważ w drodze powrotnej była flauta i jechaliśmy na silniku. Drugi cel zrealizowaliśmy w 100% – nawiązując z przymrużeniem oka do słów inżyniera Mamonia: „aż dziw bierze, że nie wzorują się na zagranicznych”. Po prostu jest tam tak fajnie, że trudno się do czegokolwiek przyczepić.
W Polsce jakoś tak się przyjęło, że żeglarstwo kojarzy się przeciętnemu żeglarzowi z Wielkimi Jeziorami Mazurskimi. W potocznej świadomości nie funkcjonują nawet za bardzo inne śródlądowe akweny żeglarskie (np. Jeziorak). Nie zdajemy sobie sprawy, że można ruszyć na szlak z innego miejsca niż Giżycko, czy Mikołajki. Gdzieś na odległym biegunie możliwości jest też to, co w innych krajach uważane jest za coś normalnego, a mianowicie pływanie po morzach. Mnie też przez 20 lat żeglowania nie przyszło do głowy, żeby spróbować morskiej przygody. Owszem, Mazury mi spowszedniały i postanowiłem poznać inne śródlądowe akweny, ale morze pozostało nieznane. Na szczęście do czasu!
Ten tygodniowy rejs był pierwszym dla wielu z nas doświadczeniem bałtyckim. Początkowo mieliśmy w planach tylko pożeglować po Zatoce Gdańskiej i Puckiej, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się wyruszyć również na pełne morze. Fajna przygoda.
A w butach mi chlupie Atlantyk – chciałoby się zaśpiewać. Tak, Atlantyk zachlupał, nieraz oblał zdrowo falą i pokazał swoje słynne „przeciągi”. Było warto!
Każde wakacje niosą w sobie wiele niewiadomych – jak będzie, czy wszystko się uda, z jakimi wspomnieniami wrócimy. Pomimo pewnych obaw warto marzyć i planować aby po fakcie mieć wielką satysfakcję z przygody dającej energię na kolejne miesiące poprzedzające kolejne wakacje :). Jak to było w Chorwacji 2011 roku…