Chorwacja – rejs rodzinny

Napisany przez Rafał Grabkowski. Opublikowane w Morza i oceany

P1030968Każde wakacje niosą w sobie wiele niewiadomych – jak będzie, czy wszystko się uda, z jakimi wspomnieniami wrócimy. Pomimo pewnych obaw warto marzyć i planować aby po fakcie mieć wielką satysfakcję z przygody dającej energię na kolejne miesiące poprzedzające kolejne wakacje :). Jak to było w Chorwacji 2011 roku…

Zadar, Chorwacja, Europa.

Wakacyjne żagle pod obcą banderą właśnie nabrały realnych kształtów. Akwen Adriatyku przylegający do wybrzeża Chorwacji stał otworem tak jak i nasze dwa jachty Bavaria 42 zacumowane w marinie Zadar. Załogi stanowiły rodziny z dziećmi w wieku 7-16 lat i jeden maluszek sześciomiesięczny. Dorośli to 11 osób w tym dwaj sternicy jachtowi – kapitanowie. Plan był prosty, zapoznać i pokazać osobą żeglującym po raz pierwszy po Chorwacji piękne i urocze akweny Dalmacji. Trasa rejsu (planowana) zakładała wykorzystanie korzystnych wiatrów i kierowanie się ku południowi – wyspa Vis a następnie mozolne „wdrapywanie się” na początkową pozycję. Dzieci miały zobaczyć delfiny, żony pięknie się opalić a reszta załogi (męska) odbyć staż i wynieść jak najwięcej doświadczeń nawigacyjno – żeglarskich.

Zadar, 2 lipca, godzina 15:00 LTC

Plan był ambity, załogi pozytywnie nastawione, pogoda doskonała, łódki świetnie się prezentowały i zapewniały wręcz luksusowe warunki dla 10 członków załogi. Wyjście z portu Zadar z jego wewnętrznych basenów nie jest łatwe. Sobota to typowy dzień, kiedy zmieniają się czartery i w marinie jest ruch. Nasze ponad 12 metrowe jachty cumowały w niezłym tłoku, wyjście na przysłowiowe jajeczko w tym wypadku było zgodne z prawdą, niestety nie mieliśmy sterów strumieniowych, więc „sztuczne” wspomaganie nie wchodziło w grę – tylko precyzja sternika i współpraca załogi. Po dwóch manewrach ostro w prawo wyszliśmy na zatokę i szybko weszliśmy na kurs Zatoka Soline. Czemu wyrwaliśmy się z bezpiecznego i obfitującego we wszelkie dobra portu? Dlatego, że wcześniej spędziliśmy dobę jadąc samochodami i wszystko, co kojarzyło się z lądem było nie do wytrzymania. Ponadto znajomi znajomych byli w tym rejonie i właśnie w Zatoce Solinie mieliśmy się spotkać. Początkowo na żaglach (pierwsza wprawka) następnie na silniku przez 5h zrobiliśmy 25Mm i o północy dotarliśmy na miejsce. Ale zanim to mieliśmy małą przygodę z sieciami rybackimi. Na wysokości otoku Kasara zbliżyliśmy się do słabo oznaczonych (nocą prawie niewidocznych) bojek sieciowych, tylko czujność sternika i szybki zwrot uchronił nas przed zdejmowaniem sieci z kila. Na miejscu, świetle latarek odszukaliśmy boje cumownicze i jak wiele łódek obok majestatycznie „wisieliśmy” na bojce. Lekka kolacja, śpiew i spanie, bo dzień żeglarsko nie był długi, ale jeszcze mocno czuliśmy w ciele niewygody podróży.

Zatoka Solinie, 3 lipca, godzina 11:00 LTC

Poranny klar łódki (zaczynając od: toalety, śniadanka, sprzątania, kąpieli i pływania) zajął nam 3h. Pozytywnie nastawieni z dziećmi zadowolonymi z nieograniczonego dostępu do wody i kąpieli ruszyliśmy do niewielkiej mieściny i portu Kaprije. Plan tego dnia przewidywał delektowanie się żaglami, zażywanie kąpieli słonecznych i tych wodnych. Obrany kurs pozwalał nam na spokojne płynięcie i zachwycanie się widokami. Kto pierwszy raz jest w Chorwacji ulega jej urokowi – to piękny kraj z wody i lądu. My po 6h żeglowania dobiliśmy do portu Kaprije, który ma fajne wejście – długa szeroka prosta z promenadą po lewej burcie i pięknymi domkami zawieszonymi na zboczu. Sam port nie okazał się czymś wielkim, stanęliśmy na bojce za 240 kun i na ląd kursowaliśmy naszym dzielnym pontonikiem – to był jego chrzest. Na ladzie jak to na lądzie: knajpki, Ożujsko, lody (doskonałe) i zwiedzanie wyspy. Po takim niespiesznym bytowaniu, wróciliśmy na łódki by lekko odpocząć, bo mieliśmy w planach nocne pływanie i to z niezłym przelotem ponad 40Mm – kierunek Błękitna Grota.

Kaprije, 4 lipca, godzina 00:00 LTC

Odejście od bojki było lajtowe, silnik zdrowo pracował, rozświetlone miasteczko żegnało nas sennie, a my z wprowadzoną w GPS’a trasą nocnego przelotu kierowaliśmy się na właściwy tor płynięcia. Podzieleni na wachty, podziwialiśmy migające światła z brzegów i inne błyski znaków nawigacyjnych lub statków. Ruch na wodzie nie był duży, nasz satelitarny szpieg zainstalowany na laptopie pokazywał kursy wszystkich statków w rejonie, VHF włączona na „16” nasłuchiwała komunikatów a my w kokpicie gadaliśmy o wszystkim. Senna motorowa żegluga położyła do kojek załogę, pozostali tylko wachtowi. Godziny leciały i nim się spostrzeżono byliśmy na miejscu: grota Modra Spilja czekała na nas.

Modra Spilja, 4 lipca, godzina 7:00 LTC

Dla najmłodszej części załogi był to niezły szok – jak przeniesienie w czasie – wieczór w porcie a poranek przed litą skałą, do której ponoć się wpływa… Po śniadanku i małej rekonwalescencji załogi podzielone na grupy wsiadły do dinghy i udały się na zwiedzania jednego z wielu „cudów chorwackiej natury” – błękitnej groty. To miejsce, które przy korzystnych dla planowanej trasy rejsu kierunkach obowiązkowo należy odwiedzić. Utrudnieniem może być tylko duże zafalowanie morza, wtedy niemożliwe i niebezpieczne jest wpłynięcie do otworu groty pontonem. Jeśli potrzeba większej rekomendacji proszę zobaczyć poniższy film:

Po zwiedzaniu, wielu ochach i achach ruszyliśmy dalej szczególnie, że w najbliższym rejonie Modrej Spilji nie można zacumować. Bojek tam nie ma a i kotwicy nie rzucisz bo za głęboko… Postawiliśmy wszystkie żagle i ruszyliśmy zwiedzać zatokę Komizę, gdzie uprawialiśmy free diving i podziwialiśmy wielkie ślimaki przypominające kształtem i kolorem coś zupełnie innego. Potem pożeglowaliśmy w kierunku bunkrów Rogacic miejsca gdzie marszałek Tito zbudował schrony dla szybkich kutrów torpedowych patrolujących wybrzeże Jugosławii. To była atrakcja dla dużych i małych chłopców, miejsce ciekawe, jako kunszt ludzkiej sztuki inżynieryjnej, ale wszędzie mnóstwo śmieci i brudu. Po ekskursji obraliśmy kierunek – wyspa Vis i piękny stary port z broniącą go twierdzą. Zrobiliśmy desant, który udał się po świeże warzywa i pieczywo, po czym ruszyliśmy w kierunku Diabelskich Wysp. Tam mieliśmy się spotkać z drugą łódką i planowaliśmy wyjściową kolację w tawernie U Tereski. Dnia było jeszcze sporo, więc zaliczyliśmy udaną kąpiółkę w jednej z licznych zatoczek. Około 16:00 zjawiliśmy się wśród Diabelskich Wysp nie znajdując znajomych. Łódek tam było sporo, więc wycofaliśmy się i postanowiliśmy urządzić zawody na odbijaczach. W asyście pontonu nasze łódkowe dzieciaki wskakiwały do wody w kamizelkach i łapały się długiej cumy zakończonej dużym „obibokiem”. Zawody polegały na tym, kto dłużej się utrzyma, kiedy sternik wciśnie przysłowiowy gaz do dechy  Opór wody jest tak duży że już niewielkie przyspieszenie jachtu powoduje zalewanie oczu i buzi pływaka co w konsekwencji rodzi odpadnięcie od liny i przegraną. Po zabawie odszukaliśmy znajomych w zatoczce i zacumowaliśmy blisko brzegu stając na kotwicy. Zmrok zapadał włączyliśmy światło kotwiczne na maszcie i udaliśmy się na małą kolacyjkę do przyjaciół robiąc z tzw. pomost, dzięki któremu można przechodzić bezpiecznie z łódki na łódkę.

Diabelskie Wyspy, 5 lipca, godzina 10:30 LTC

Pogoda nocą się zmieniła. Spadł deszcz i zalał nam mesę – zwyczajowo luk w suficie był otwarty. Deszcz o tej porze roku to ewenement, ale lato 2011 było dziwne. Zmiana frontu pociągnęła za sobą zwiększenie siły wiatru i zachmurzenia. Wyjście z zatoki było jeszcze spokojne, postawiliśmy grota i foka, po czym dostaliśmy mocne uderzenie wiatru. Zrefowaliśmy dwukrotnie foka i raz grota, łapiąc odpowiedni trym żagli i przy 6B w porywach do 7B skierowaliśmy dziób na Hvar. Rozkołys morza był spory, Bavaria „szuflady wali raz po raz” a załoga blada… Nie trwało to długo, bo schowaliśmy się za wyspy, w zatoce okalającej stare i piękne miasto Hvar. To był główny punkt dnia, zwiedzanie i obiad w Hvarze. Jako że miejsce jest urokliwe to i gwarne (ludne) wiele jachtów, wszystkie na kotwicach (w porcie jest płytko i stoją tylko jednostki o małym zanurzeniu) okupuje zatokę. Wyjście do miasta spragnionej kilkudniowym rejsem załogi wzbudza duże emocje, panie się malują, dzieci skaczą a panowie dbają o logistykę.  Kiedy wszyscy są na lądzie podziwiamy stare mury, piękny rynek i fortecę. Słońce leje się z nieba (Hvar to najbardziej nasłonecznione miejsce w Chorwacji) a Ożujsko leje się do gardła. Nasyceni udajemy się do łódek aby dotrzeć do zatoczki mini portu Stiniva. Sprawne postawienie żagli, umiarkowany, ale żwawy wiatr pozwalają nam szybko osiągnąć miejsce docelowe. Jest jeszcze wcześnie wiec postanawiamy poćwiczyć halsowanie.  Na morskiej łódce wygląda to nieco inaczej niż na mazurskiej łajbie. Kilka podpowiedzi sternika i już szotmeni sprawnie przerzucają foka z burty na burtę. Niestety planowane cumowanie w zatoce Stiniva nie udaje się, brak miejsc dla dwóch łódek. Szybka zmiana planów i trafiamy do cichej, pustej i pięknej zatoczki L Tiha. Rzucamy kotwicę z dziobu, rufę cumujemy do brzegu. Pada komenda „tak stoimy” i wszyscy mamy czas wolny.

L Tiha, 6 lipca, godzina 10:30 LTC

Dziś odwiedzimy Stary Grad miasteczko o urzekającym pięknie. Po motorowej żegludze wchodzimy do miasta i cumujemy do boi. Szybki desant na brzeg i jesteśmy już pośród dziesiątek sklepów, knajpek, barów i wielu turystów. Kupujemy pamiątki, panie słomkowe kapelusze i zmęczeni tym ciężkim losem zamawiamy obiad z owoców morza. Ze Starego Gradu wychodzimy o 16:45 większość czasu idąc na żaglach. Płyniemy już w kierunku portu macierzystego, bo za 2 dni oddajemy łódkę i kończy się nasz cudowny rejs. Na niewielką chwilę cumujemy w zatoce U Osibova, ponieważ o północy robimy kolejny nocny przelot w kierunku Kornatów.

U Osibova, 7 lipca, godzina 00:00 LTC

Wychodzimy pod osłoną nocy na motorze tak, aby rano być na wysokości Kornat i dopłynąć do Parku Narodowego Teleścica. Morze jest spokojne, silnik równo pracuje pokonując kolejne Mm. Świt przynosi zapierający dech w piersiach widok – szmaragd morza i surowość skał archipelagu Kornat. Pionowe skały są niemal na wyciągniecie ręki. Przepływamy sobie spokojnie koło nich idąc na żaglach i zastanawiając się nad siłą natury, która „maluje” takie obrazki. Nocna żegluga wyczerpująca dla niektórych członków załogi kończy się postojem i tradycyjna kąpielą U Tratinska. Jest to piękna, jedna z wielu zatok PN Teleścica. Tam planujemy się zatrzymać na ostatnią noc na morzu, następnego dnia musimy zameldować się w marinie. Udaje nam się znaleźć boję, która będzie naszym portem do dnia następnego. Cumujemy w centrum parku narodowego, miejsce zwie się U Mir. Po klarze portowym i przygotowaniach do wyjścia przypływają parkowi strażnicy, pobierają opłatę 300 kun i życzą nam „have a fun”. Z takim też zamiarem udajemy się na ląd naszym niezawodnym dinghy. W planach jest zwiedzanie tej nietypowej wyspy. Jest ona, bowiem położona w niezwykły sposób: z jednej strony zatoka a na przeciwstawnym brzegu klif wysokości kilku dobrych pięter. Jakby tego było mało w środku wyspy znajduje się słone jezioro, dawno temu część morza odcięta wskutek zmian geologicznych skałami. Dodatkowo po wyspie „grasują” osły, które potrafią capnąć swymi siekaczami – ostrożnie z głaskaniem!

U Mir, 8 lipca, godzina 12:00 LTC

Niespiesznie rano budzimy się do życia, zażywając kąpieli, jedząc śniadanko i robiąc kolejne lądowe wycieczki. W południe oddajemy cumy i czas wracać do Zadaru gdzie musimy być przed nocą. Tego dnia wieje korzystny wiatr, jest cieplutko i wesoło, kąpiemy się na cumach za jachtem, robimy obiad typ „bałaganik” czyli wszystko co nam zostało wrzucamy do garnka i mieszamy – wychodzi całkiem, całkiem . O godzinie 20:00 jesteśmy w Zadarze. Zanim wejdziemy do portu musimy uzupełnić paliwo w zbiorniku. Kolejka do stacji paliw jest długa, odczekujemy swoje i lejemy pod korek – za 1380 kun. To wydatek duży, którego się spodziewaliśmy a o którym należy pamiętać. Postój w porcie to już przyjemność po tygodniowym rejsie, szczególnie, że my unikaliśmy noclegów w dużych i zatłoczonych miejscach, preferując kotwicowiska i bojki w zacisznych zatoczkach.

 Z pamiętnika Wujka Dobra Rada 

  • Niezbędne uprawnienia: sternik jachtowy, certyfikat ISSA, certyfikat operatora SRC
  • Wybrzeże chorwackie to świetny akwen do pływania rodzinnego w okresie lata szczególnie w lipcu;
  • Jachty są dobrze wyposażone i zadbane;
  • Żegluga nie jest wymagająca, ale nie wolno bagatelizować zagrożeń, jakie są na morzu – bezpieczeństwo najważniejsze.

Trasa rejsu

 

 

Tags: