Wyspy Kanaryjskie – rejs stażowy

Napisany przez Rafał Grabkowski. Opublikowane w Morza i oceany

Z-masztuA w butach mi chlupie Atlantyk – chciałoby się zaśpiewać. Tak, Atlantyk zachlupał, nieraz oblał zdrowo falą i pokazał swoje słynne „przeciągi”. Było warto! 

Teneryfa, Hiszpania, Europa.

Rejs po Atlantyku był naszą pierwszą klubową wyprawą pod banderą Mariway Sailing Club. Członkowie klubu wraz z kilkoma zaprzyjaźnionymi żeglarzami realizowali rejs stażowy podczas tygodniowego pobytu na Wyspach Kanaryjskich. Chcieliśmy zdobyć jak najwięcej godzin, poznać specyfikę żeglowania po tej części Atlantyku i okiełznać pływy. Do dyspozycji mieliśmy dobrze przygotowany jacht Oceanis 473. Ta kilkuletnia jednostka zaprawiona w licznych rejsach gwarantowała bezpieczną i komfortową żeglugę dla 9 osób.

Teneryfa, 3 marca, godzina 18:00 LTC

 

Wyjscie

Nasz dzień rozpoczął się dosyć wcześnie i było to preludium do tego, co nas miało czekać w najbliższych dniach. Mocno naładowani żeglarskim humorem stawiliśmy się w marinie Santa Cruz aby sprawnie przejąć jacht i wypłynąć najszybciej jak się da. Podzieleni wcześniej przez kapitana na wachty oraz z przydziałem funkcji zajęliśmy się swoją robotą. Pierwszy ogarnął dziennik pokładowy i wszelkie papierki, drugi zajmował się sztauowaniem i zabezpieczeniem prowiantu na minimum 3 dni. Trzeci oficer dokonał oględzin silnika, pomp zęzowych i środków bezpieczeństwa. Pozostało tylko formalne przejecie jachtu i w drogę. Wyjście z portu bezproblemowe, choć ciasno i brak sterów strumieniowych. Za główkami zwiększamy obroty silnika i kierujemy się na północny zachód w stronę La Palmy – wyspy oddalonej o około 100 mil morskich. Z początku wszyscy są w kokpicie, wieje około 4B fala długa, wiatr oczywiście w mordę. Zaczynają się pierwsze objawy choroby morskiej. Kto spóźnił się z środkami typu aviomarin czy imbir w tabletkach cierpi…

 

PodŻaglami

Obsada stanowisk zgodna z podziałem wachtowym, im robi się później tym więcej osób schodzi do mesy, aby złapać chwilę drzemki i czeka na swoją wachtę. Płynięcie pod falę rodzi konsekwencje w stylu niezłego łomotu w części dziobowej, najpierw jest wspinanie się na grzywę fali a potem głośny łup… i tak do momentu, kiedy zaczynamy odpadać za wyspą, obierając bezpośredni kurs na La Palmę. Płyniemy bagsztagiem. Grot i fok (w zasadzie genua) pracują miarowo. Świeci księżyc i nasze światła sektorowe, poza tym pustka. Świt nadchodzi około 7.00, do portu w La Palmie wpływamy około godziny 15.00. Wita nas nowa marina schowana za basenem dla promów pasażerskich.

 

Krewetki

Jest przytulnie, pływające pomosty i blisko do miasta. Postanawiamy ogarnąć się po blisko dobie żeglugi – prysznic, galowe ubranie i jesteśmy gotowi do zobaczenia wyspy. Wcześniej wciągamy bandery: polską i Mariway Sailing Club pod lewym salingiem. Wycieczka do miasta przynosi nam wiele kulinarnych doświadczeń. Okazuje się, że towarzystwo preferuje sea food stąd na stole lądują krewetki, mule, kalmary i lokalne przystawki. Jest, w czym wybierać i smakować a pobliski szum przyboju mile nas koi i zachęca do snu.

La Palma, 5 marca, godzina 11:00 LTC

 

Obiad

Słoneczny poranek leniwie zagląda przez bulaje do środka jachtu. Poranna toaleta i śniadanko szybko stawiają załogę na nogi. Załatwiamy formalności portowe, płacimy 41 Euro za cumowanie, prysznice i toalety na 9 członków załogi to niewiele. Wcześniej kapitan na prośbę obsługi portowej wypełnia stos papierków (załoga, jacht, dane paszportowe). Rozliczeni wychodzimy z portu – kierunek Teneryfa i port Los Gigantes. Żegluga przyjemna, świeci słońce, wiatr równy 4B, wszyscy w kokpicie opowiadają osobiste wrażenia z ostatnich godzin. Niebawem pojawiają się delfiny i robią show: skaczą, „atakują” łódkę, po prostu bawią się z nami. W takiej atmosferze upływają kolejne godziny rejsu, wachta kambuzowa wydaje obiadek – w menu mamy dziś spaghetti. Dopiero późnym wieczorem podchodzimy pod kilkuset metrowe klify Teneryfy. Osłonięci wyspą postanawiamy zrzucić żagle i na silniku wypatrywać świateł nawigacyjnych portu.

 

Fiesta

Wejście do portu Los Gigantes nie jest proste, trzeba się mocno łamać w prawo potem jest „z górki”, ale marina, która miała wg. przewodnika mieć sporo wolnych miejsc cumowniczych dysponuje tylko jednym wolnym! Dla naszej 14 metrowej krypy wystarczające, ale już 2 jachty miałyby problem. O 23.00 wychodzimy do miasta i trafiamy na lokalny karnawał. Trwa miejscowa impreza, wszyscy poprzebierani, szczególnie panowie, na rynku gotują wielką paellę i przygotowują się do pochodu z ogromną makietą ryby na lektyce. Potem sztuczne ognie i zabawa przy dźwiękach lokalnych grajków, którzy mieli sceną na ścianie frontowej kościoła.

Teneryfa, 6 marca, godzina 11:00 LTC

 

Urodziny

Z rana idziemy zobaczyć strome „skały pod Dower” – klify Teneryfy robią wrażenie. Potem kawka w jednej z licznych restauracji – koszt ok. 1,5 Euro, uzupełnienie zapasów i w drogę. Plan jest następujący: podpłynięcie do klifów, sesja foto i kurs na La Gomerę kolejną z wysp archipelagu Kanarów. Prognozy donosiły, że dzień zapowiada się lajtowy w wiatr, zarządzamy opalanie. Wszystko idzie zgodnie z planem do momentu zaobserwowania żółwia morskiego, który dryfował po powierzchni.

 

Z masztu

Krótkie spotkanie i nagle ktoś jak papier zbladł… dostaliśmy silne uderzenie wiatru z tzw. przeciągu, jaki robi się w tej części Kanarów, kiedy wychodzi się z za wyspy. Szybkie refowanie (na morzu trwa to o wiele więcej niż na śródlądziu) i ustalenie kursu na Gomerę. Wiało porządnie i korzystnie, dlatego już o 17.00 byliśmy w porcie. Zgłosiliśmy przez VHF wejście, a miły pan z obsługi wskazał nam miejsce przy kei. Tego dnia mieliśmy urodziny kolegi, było śmiesznie i gwarnie, 2 gitary przywiezione z Polski rozbrzmiewały rytmicznie, wzbudzając ciekawość okolicznych załóg.

La Gomera, 7 marca, godzina 17:00 LTC

Ten dzień poświęciliśmy na lekki wypoczynek. Rano zwiedzaliśmy miasteczko w tym dom, w którym K. Kolumb przygotowywał się do swoich wypraw i w którym gościła jego kochanka. Następnie zrobiliśmy obiad ze świeżych produktów, zapłaciliśmy portowe 45 Euro i wystartowaliśmy do nowego etapu. Plan zakładał atak na Grand Kanarię ale…

 

Nocny przelot

zdecydowaliśmy wykorzystując dogodny kurs popłynąć na będącą nieco z boku wyspę El Hierro. To była jedyna okazja do odwiedzin tego miejsca. Jego położenie oraz brak portu przystosowanego dla jachtów, w basenie są tylko boje (pływ) skutecznie zniechęca żeglarzy do wizyt. My chcieliśmy „zaliczyć” wyspę i skierowaliśmy dziób na El Hierro. Znów była nocna żegluga – wspaniałe przeżycie dla każdego żeglarza, mocne fale, pięknie rozwinięta genua i blask księżyca w pełni. Doszliśmy około godziny 03.00, właśnie skończył się przypływ (2,5m). Zacumowaliśmy long side będąc prawie równo z betonowym nadbrzeżem, po środku prawej burty mieliśmy drabinkę do komunikacji z lądem. Późna kolacja zbiegła się z wartami na cumach. Odpowiednie luzowanie cum i szpringów pozwala bezpiecznie stać w takim miejscu. Rano o 9.00 byliśmy w najniższym punkcie pływu i aby dostać się na ląd musieliśmy wspinać się po drabince. Samo miejsce jest zwyczajne, duży port dla promów i basen dla niewielkich łodzi i motorówek. Jachtów brak. Wynika zapewne to z braku typowej dla żeglarzy infrastruktury (pływających pomostów, mariny, sklepu itp.). Sam port kosztem 27 mln Euro został właśnie oddany do użytku. Nic tu po nas, spływamy.

El Hierro, 8 marca, godzina 10:00 LTC

 

W drodze 3

Początkowo obraliśmy kurs na Grand Canarię, już poprzedniego dnia mieliśmy do niej płynąć. Teraz plan był ambitny do czasu, kiedy przeliczyliśmy naszą prędkość i wyszło, że niecałe 5 mil na godzinę pokonywane na silniku nie daje nam możliwości dopłynięcia w czasie 20h. Kapitan dokonał rewizji kursu i po pokonaniu 1/3 planowanej trasy skręciliśmy w kierunku naszej dobrej znajomej Teneryfy. Monotonna żegluga silnikowa rozciągała godziny, ale i o tym należy pamiętać, że jachting to nie tylko biel żagli, ale i dźwięk diesla. Mijające godziny przybliżały nas do portu Marina Del Sur. Po 13h weszliśmy do portu, dosyć ciasnego i nie najlepiej oznakowanego od strony morza. To była nasza ostatnia noc poza portem macierzystym, dość krótka, ponieważ przed nami było jeszcze około 50 mil do przepłynięcia. Jacht zwyczajowo ostatnią noc spędza już w marinie, z której się wypływa.

Teneryfa, 9 marca, godzina 09:30 LTC

Rano zdążyliśmy kupić świeże pieczywo i zrobić z ostatnich zapasów śniadanie. Przed nami około 10 godzin żeglowania bajdewindem. Wieje jak zwykle podczas naszego rejsu 4B, wspinamy się mozolnie, co jakiś czas robiąc zwrot przez sztag. Na trawersie mamy linię brzegową wschodniej części Teneryfy. Tego dnia mieliśmy wyjątkowe szczęście i zostaliśmy „zaatakowani” przez stado delfinów liczące około 30 osobników jak i nie więcej. Płynęły z nami około godzinę. Oprócz nich jeszcze tylko przymusowy zwrot – na kolizyjnym kursie była fara – „zelektryzował załogę.” W lekkim zmierzchu wchodziliśmy do portu. Już pachniało końcem rejsu. Postanowiliśmy po zacumowaniu i zdaniu łódki pójść na wieńczącą dzieło kolację do restauracji rybnej.

 

Beatelsi

Naszym kanaryjskim zwyczajem zamówiliśmy cały stół różnych świeżutkich żyjątek morskich i rozkoszowaliśmy się smakiem m.in. krewetek i muli z popołudniowego połowu. Żeglarska przygoda zakończyła się z rana 10 marca. Musieliśmy zatankować, stąd odcumowaliśmy się i na biegowo stanęliśmy przy stacji paliw. Do zbiorników weszło blisko 110 litrów diesla, co przy korzystnych cenach 0,97 Euro za litr nie było szokiem. Teneryfę opuszczaliśmy z poczuciem dobrze spędzonego czasu, szczególnie ciesząc się ze zrealizowania żeglarskich planów.

Z pamiętnika Wujka Dobra Rada

  • choroba morska / nie wolno jej lekceważyć, dopada każdego. Należy odpowiednio wcześnie się przygotować – zażyć tabletki (2h przed wypłynięciem);
  • transport busem z lotniska (9 osób) do portu (65km) kosztował 105 Euro.
  • prowiant / bez problemu wszystko można dostać w licznych sklepach spożywczych, ceny niższe niż w Polsce;
  • pamiątki, zakupy / warto je robić na wyspach nie odkładając zadania na później (np. lotnisko) jest po prostu dużo taniej i mamy większy wybór.

Interaktywna trasa rejsu

Otwórz mapę w nowym oknie

Be Sociable, Share!

Tags: , ,