Jezioro Niesłysz: uroki żeglowania w stylu retro

Napisany przez Michał Kwiatkowski. Opublikowane w Śródlądzie

wp_20160813_004Był piękny sobotni sierpniowy poranek. Tego dnia umówiliśmy się z przemiłym panem Bosmanem na wyczarterowanie żaglówki. Z łódek kabinowych została mu tylko jedna, gdyż Carina i Orion były już wcześniej zarezerwowane. Krótko po 10.00 dotarliśmy do klubu żeglarskiego Lumel nad jeziorem Niesłysz (woj. Lubuskie). Otworzyliśmy bramę i zaparkowaliśmy auto. Wyjęliśmy rzeczy i ruszyliśmy na pomost. Przedostatnia łódka po lewej stronie to był on…

…Kormoran. Sympatyczna nazwa „Gucio” dumnie zdobiła burtę. Z daleka Gucio prezentował się mało elegancko. Określenie „łódka nie była pierwszej świeżości” jest tutaj niezbyt precyzyjne, choć z grubsza wyznaczałoby kierunek. Egzemplarz którym mieliśmy pływać miał chyba grubo ponad 30 lat, co nie byłoby problemem, gdyby nie to, że niestety bardzo brzydko się zestarzał. Ekipa jachtklubu nie poświęciła na naprawę, czy konserwację, niegdysiejszej chluby swojej floty czarterowej chyba żadnej roboczogodziny w ciągu ostatnich 10 lat. Oględziny zewnętrzne to tylko początek „oswajania się” z Guciem. Jak się okazało – ta milsza część. Weszliśmy na pokład i otworzyliśmy wejście do środka, aby złożyć tam manele… wp_20160813_007To był błąd. Nie powinniśmy byli tego robić! W środku wyglądało tak jak w szopie narzędziowej na działce moich dziadków pod Brodnicą, lub dziesiątkach czy setkach podobnych szop na działkach w naszym kraju. Część rodziny od razu kategorycznie odmówiła zaglądania do środka, o wchodzeniu tam nie mówiąc. Plan sobotniej żeglarskiej wycieczki przez chwilę chwiał się tuż ponad poziomem „fundamentów”. Ponieważ jednak pogoda była bardzo obiecująca, po dłuższej chwili postanowiliśmy płynąć.

Otaklowaliśmy Gucia i zamierzaliśmy wyruszyć. Przy okazji odebraliśmy wielowątkowe, choć wewnętrznie sprzeczne szkolenie na temat żeglowania ze szczególnym uwzględnieniem technik odcumowywania i manewrów portowych. Przeprowadzili je przebywający akurat na terenie przystani stali rezydenci, czy też przyjaciele Bosmana Starszego (bo był jeszcze Bosman Młodszy, czyli ten sympatyczny który zarezerwował nam łódkę)

37811220Jezioro Niesłysz nie jest zbyt duże, jednak w sam raz na jednodniową żeglarską przygodę. Na południu zlokalizowane są liczne ośrodki wczasowe i miejscowość turystyczna Niesulice. Woda w jeziorze jest krystalicznie czysta, idealna do kąpieli. Kąpiel to zresztą jedna z głównych atrakcji naszych dzieci. Najpierw jednak ruszyliśmy na północ. Wiał miły zachodni wiatr w porywach do 3 Beauforta. Bajka. Gucio o dziwo dość poprawnie zachowywał się na wodzie. Nie był to może „Cutty Sark” zachodniej Polski, ale po opanowaniu początkowego zdziwienia i niedowierzania musiałem przyznać, że łódka jednak płynie. Za wyspą wiatr nieco osłabł, ale po kilku minutach żagle znów się wypełniły i nabraliśmy szybkości. Trochę się obawiałem czy nie przydarzy się nam jakaś usterka (w końcu 3 Beauforta to nie przelewki), na przykład że pęknie bukszpryt, lub nie wytrzyma ster, ale nic takiego nie miało miejsca. Po dotarciu na północ jeziora, zawróciliśmy w kierunku południowo zachodnim i postanowiliśmy poszukać jakiegoś miejsca na biwak – dzieci stanowczo domagały się kąpieli. 1151_bigTym razem płynęliśmy bajdewindem. W ostrych kursach jacht nie był już tak żwawy jak w półwietrze. Po kilkunastu minutach dotarliśmy w okolicę ośrodka kolonijnego w Przełazach gdzie akurat były jakieś zajęcia żeglarskie i tu na dzikiej plaży postanowiliśmy spędzić miłe chwile tego sierpniowego popołudnia. Po dotarciu na miejsce zrzuciliśmy żagle i… wraz z żaglem który wyskoczył z likszpary bom odczepił się od masztu… Oj panie Bosmanie Starszy (a może Bosmanie Młodszy?), raz na jakiś czas mógłby pan przejrzeć stan łódki, choćby tak dla zabicia czasu. Na szczęście usterkę udało się usunąć, choć dokręcanie sfatygowanych śrub bez narzędzi nie należy do przyjemności.okolice-21

Po godzinie znów postawiliśmy żagle i odpłynęliśmy w stronę jachtklubu. Jacht w baksztagu przyjemnie się kołysał. Obejrzeliśmy jeszcze południowy brzeg jeziora i po jakimś czasie dotarliśmy do jachtklubu. Tuż przy porcie zrzuciliśmy żagle i już na wiosłach dobiliśmy do pomostu. Gdy rolowaliśmy grota okazało się że jest on trochę przetarty przy bomie. Czy my to zrobiliśmy? A może tak już było? Nie wiadomo. Pan Bosman Młodszy zapewnił nas że żagiel pójdzie do szycia. Następnie wziął narzędzia i ruszył dokręcić element do którego mocuje się bom do masztu, a z którym wcześniej mieliśmy problemy. To było w sumie bardzo optymistyczne. Duch w narodzie nie zginął. Może więc Gucio doczeka się kompleksowego remontu przed kolejnym sezonem?

mapa1Podziękowania: Zdjęcia jachtu Gucio są autorstwa mojej małżonki. Wszystkie inne foty ilustrujące ten tekst pochodzą z internetu, np. ze stron: panoramio.com; martinez.com.pl; Wszystkim autorom (zaocznie) bardzo dziękuję.

Tags: