THE RACE, czyli moje pierwsze regaty
Niedawno pierwszy raz w swojej żeglarskiej przygodzie brałem udział w regatach, które można uznać za w pełni profesjonalne. Były to regaty firmowe obsadzone 18 jachtami z komisją regatową, asystą WOPR, regulaminem PZŻ itp. Chciałbym podzielić się wrażeniami oraz przekazać kilka wskazówek dla tych, którzy planują tego typu zabawę.
Startowaliśmy z portu w Sztynorcie, TIGA Yachts dostarczyła nam Maxusy 33 typ Prestige – luksus i wygoda, kiedy pływa się w październiku po Mazurach. Jako skipper otrzymałem załogę – 7 osób, które nigdy wcześniej nie żeglowały – na szczęście garneli się do roboty jedni deklaratywnie, inni realnie. Nie znając jachtu, ani umiejętności załogi po odprawie sterników i przedstawieniu planu wyścigu przez komisję regatową, zebrałem ludzi aby wyjaśnić im podstawowe „terminy” jachtowe. Nie siliłem się na dużo wiedząc że nie osiągnę niczego, skupiłem się na precyzyjnym opisie zadań i odpowiedzialności. Zacząłem od osi jachtu – prawa lewa burta i dziób rufa. Może to i śmieszne, ale dla osób pierwszy raz będących na wodzie to nie lada wyzwanie odnaleźć się w tych współrzędnych, np. komenda „jeden balast na prawą burtę” zawsze przysparzała kłopotu.
Pogoda do żeglowania była super, silny równy wiatr 4B z południa, słońce i temperatura około 10-14°C, fala na Darginie wysoka, ale jeszcze nie rozbuchana. Naszym akwenem do regat było jezioro Łabap, osłonięte z lekka i bez takiej fali jak rozlewisko Dargin – Kisajno. Zaplanowano 5 wyścigów typu „śledź”, jeden najsłabszy miał zostać odrzucony. Najpierw rozgrzewka załogi: halsowanie, zwroty, wybieranie szotów i refowanie po decyzji komisji. Jak już opanowała załoga sztag padł nam silnik… zupełnie zdechł, na regatach był mi niepotrzebny, ale powrót do Sztynortu już mógł być problematyczny. Około południa większy ruch zrobił się w strefie linii startowej i statku komisji. We wszelkich poradnikach i materiałach internetowych start określa się mianem ¾ sukcesu wyścigu. Zgadzam się z tym w 100%. Sam naczytałem się teorii, ale jak się jest na wodzie i ma do ogarnięcia niedoświadczoną załogę, koło sterowe, talię grota, 17 innych jachtów kluczących i czających się przed dziobem, to nie jest łatwo wstrzelić się w punkt i ruszyć z kopytka.
Same wyścigi to fajna zabawa – rywalizacja zawsze dostarcza emocji a i niekiedy frustracji. Każdy wyścig trwał niemal godzinę. Można się było nahalsować, już dawno nie strzeliłem tylu sztagów i rufek. Generalnie uważam to doświadczenie za niezwykle cenne zarówno pod względem sportowym jak i współpracy z nieznaną załogą. Jedynym mankamentem był dla mnie zachwiany nieco duch fair play jaki powinien być, choć nie obowiązywał wszystkich skipperów. Chodzi o prawo drogi, szczególnie w strefie górnego znaku szlakowego, przy którym po ostrej halsówce dochodziło do spięć nie tylko słownych ale i fizycznych – uszkodzona poważnie burta jednego z jachtów, zahaczanie o linę kotwiczną boi. Zwykłe obcierki pomiędzy jachtami nie robiły na nikim wrażenia. Być może to nic strasznego takie rozkładanie rąk, kiedy zapływa się innemu jachtowi drogę, w wyścigach samochodów też zajeżdżają drogę by nie wspomnieć o ostatnim Pucharze Ameryki… Składanie protestów nie jest rozwiązaniem sprawy. Ale co tam, sam fakt regatowania jest fajny i wart dalszego mojego rozwoju. Żagle w wersji race są wymagające, jeden błąd potrafi zniwelować mozolnie budowaną przewagę i zrzucić jacht o kilka pozycji w dół. Ja i moja załoga zajęliśmy w stawce 18 jachtów 7 miejsce – uważam to za mały sukces.
Warto zawczasu przemyśleć i zrobić:
– koncepcję startu / pozycja, hals
– bacznie obserwować statek komisji i liczyć czas (załogant ze stoperem) wywieszania flag
– startować „nie z linii” tylko wcześniej, tak aby linię przekroczyć na pełnej prędkości
– być twardym, grać fair ale nie bać się zagrań na pograniczu fauli
– stale w trakcie wyścigu doskonalić współpracę załogi, szczególnie niedoświadczonej
– stosować proste acz skuteczne sztuczki np. w kursach ostrych złożyć „szpryc budę” (to taki brezentowy daszek), a w pełnych ją podnosić – nasza miała ze 2m² i pomagała. Warto także pracować mieczem
– pamiętać o bezpieczeństwie, ubrać wszystkich w kamizelki.



