Rejs: Zalew Wiślany

Napisany przez Rafał Grabkowski. Opublikowane w Śródlądzie

zalew (2)Wrześniowe pływanie dla żeglarzy przez większość sezonu pływających po śródlądziu to nie lada gratka. My w swoim zwyczaju od blisko 10 lat mamy tzw. „Rejs Męski”, który planujemy odbyć właśnie w okolicach września i października. Tym razem padło na weekend 9-10-11 września 2011 r. Dlaczego jesień i dlaczego męski rejs? Służę wyjaśnieniami.

Męski, ponieważ załogi stanowią panowie, ale nie jest to rodzaj zamkniętego kręgu, ale wynik charakterystyki jesiennych pływań niezbyt komfortowych dla pań żeglujących okazjonalnie. Pogoda a w szczególności temperatura w dzień o nocy nie wspominając jest duuużo niższa niż w okresie wakacyjnym. Wiatr bywa silny i porywisty, mocno wychładzając załogi. Infrastruktura nabrzeżna np. porty, keje, tawerny i toalety działa już niestety na pół gwizdka i nie oferuje luksusów standardowych latem.

MAPKAElbląg, Polska, Europa.

Rejs zaplanowaliśmy z portu HOW Bryza w Elblągu. To miły i cichy porcik usytuowany w obrębie miasta. Posiada szerokie zaplecze sanitarne i parkingowe. Wygodne keje z Y bomami dają schronienie wielu jednostkom pływającym. My bierzemy dwa Janmory 25 i Sasankę 620. Tylko to jest do naszej dyspozycji, ponieważ flota charterowa jest w tym miejscu uboga. Jachty są kilkusezonowe, posiadają podstawowe acz wystarczające wyposażenie żeglarskie w tym aktualne mapy Zalewu Wiślanego wydane przez Biuro Hydrograficzne Marynarki Wojennej RP (to ważne).

Elbląg, 9 września, godzina 09:00 LTC

A teraz do rzeczy. Nocy deszcz schował się za nisko wiszące chmury i dał szansę wiatrowi na osuszenie pokładów i żagli. Gotowi do wyjścia, odchodzimy od kejki na silniku, kiedy wskazówka pokazuje pełną godzinę – robimy to nie z racji represyjnego przestrzegania porządku w żegludze, ale dlatego że mamy do pokonania niezły kawałek rzeki Elbląg do mostu pontonowego w Nowakowie. Most ten jest otwierany tylko na kilka minut (3-5) aby przeszły oczekujące jednostki i robi się to o pełnych godzinach i nie ma zmiłuj. Nam potrzeba około 50 minut, aby dotrzeć do pierwszej przeprawy. Płyniemy podziwiając infrastrukturę nadbrzeżną Elbląga, nurt nie jest silny, ale rzeka pokryta jest dużą ilością zielska, które zgrupowane w łachy każe meandrować. Tuż przed mostem po prawej stronie znajdują się dalby z metalowym pomostem, przy których można przycupnąć na chwilkę. My trafiamy w punkt i zaledwie po 5 minutach oczekiwania przechodzimy pomiędzy pontonami pływającego mostu, który jest uchylany na bok – masztu kłaść nie trzeba. Dalej piłujemy silnik, od strony zalewu mijają nas jachty z położonym masztem – pewnie płyną w kierunku Jezioraka lub Ostródy. Kolejne dziesiąt minut zajmuje nam wyjście na wody zalewu. Stawa Elbląg pieszczotliwie zwana Piotrusiem (czarny kolor) wita nas. To znak, że jesteśmy u bram nowego dla nas akwenu. Ma on ciekawą charakterystykę: jest płytki, ma locję typu morskiego (stawy, pławy, tory podejścia, nabieżniki) i w części należy do Rosji, przez co granica RP pilnowana jest przez Straż Graniczną.

Płyniemy baksztagiem, przy silnych szkwałach, szybko pokonując kolejne Mm, mijamy na prawym trawersie Tolkmicko z portem i bazą MSR, z którą przed rejsem warto się skontaktować telefonicznie. Miły ratownik opowie o przeszkodach nawigacyjnych (w sezonie są to liczne sieci rybackie) i innych zagrożeniach, nas zaprosił nawet na herbatkę z… cytryną, niestety nie skorzystaliśmy. Trzymaliśmy kurs na Frombork z myślą o noclegu w tym spokojnym grodzie Kopernika. Ale że łódka gnała jak szalona, wiatr stawał się równiejszy podjęliśmy decyzję o dalszym pływaniu. Plan – granica państwa i port Nowa Pasłęka. Pławy torowe prowadzą jachty jak po sznurku, w piątek pierwszego dnia nie było prawie innych łodzi oprócz naszych trzech białych żagli. Dochodzimy na wysokość Pasłęki i odpadamy w prawo. Pada komenda „żagle precz” i na dużym zafalowaniu wchodzimy torem podejścia do portu Stara Pasłęka. Okazuje się, że nie jest to nasze planowe miejsce docelowe, więc wycofujemy się i nabieramy wysokości, aby wejść na właściwy kurs. To ważne by precyzyjnie korzystać z torów podejścia. Akwen jest płytki, są przeszkody wodne, dlatego każde skracanie, ścinanie podejścia może skończyć się źle – wejściem na mieliznę lub przeszkodę np. stare drewniane niewidoczne pod wzburzonymi falami szczątki falochronów. Wpływamy pomiędzy bojki szlakowe, które przechodzą w rzekę Pasłękę i po 20 minutach cumujemy do polerów Przystani Żeglarskiej Dom Rybaka. To doskonale miejsce na nocleg i ognisko z pełną infrastrukturą (restauracja, WC, prysznic, wiata). Bezpiecznie zostawiamy łódki na rzece i udajemy się na popas. Karta dań długa, każdy znajdzie coś dla siebie a salka miła, urządzona w duchu żeglarskim. Po posileniu się stwierdzamy, że dnia jeszcze sporo i warto wykorzystać świetne warunki wietrzne do tego, aby pohasać wzdłuż granicy wodnej RP. Szybkie przygotowanie jachtu do wyjścia, cumy oddane i wszystko jest klar. Stawiamy pełen zestaw: foka i grota, balast ciężko pracuje, jacht ma spory przechył, raz po raz fala zalewa dziób. Idziemy ostro na wiatr, kierując się ku granicy państwa, mijamy zacumowany kuter Straży Granicznej. Po chwili reakcja pograniczników, którzy swoim RIBem odbijają od kutra. My robimy zwrot przez sztag i odpadamy od granicznej linii. To jednak za późno, czujność SG jest wysoka, podpływają do nas i przez megafon pytają przekrzykując wiatr „ilu jest członków załogi i dokąd płyniemy”. Reakcja słuszna, bo przecież to zewnętrzna granica Unii Europejskiej i nie warto doprowadzać do jakiegokolwiek incydentu. Jeśli ktoś płynie na rosyjską stronę musi się odprawić we Fromborku. Wykorzystując wiatr śmigamy po zalewie jeszcze przez 1.5 h i nasyceni emocjami wracamy do Nowej Pasłęki. Pogoda nadal nam sprzyja, więc zamawiamy u gospodarzy wiatę, jest ognisko i morskie opowieści. Po północy pora spać.

Nowa Pasłęka, 10 września, godzina 09:00 LTC

Kolejny dzień zaczynamy od jajecznicy, kawki i planu na dziś. Postanawiamy, że nocleg spędzimy w Krynicy Morskiej a wcześniej zawitamy do Fromborka na rybkę. Żegnamy przytulny port w Pasłęce i idziemy lekko pod wiatr. Kapitan w niebo wlepia wzrok i orzeka, że warunki do żeglugi są dogodne. Siła wiatru spadła, pojawiło się nawet słońce. Bujamy się na fali trzymając się pław torowych. W tym miejscu lewy brzeg (kierunek Elbląg) jest niebezpieczny, liczne mielizny (gdzie nie gdzie widać pojedyncze tyczki) oraz kamienie skutecznie zniechęcają przed zapuszczaniem się w te rejony. Na wysokości pławy FRO zwrot i torem podejścia kierujemy się wprost na wzgórze katedralne. Tuż przed główkami portu trzymamy się środka toru wodnego, podniszczałe pirsy są niebezpieczne. Sam basen portowy to miejsce postojowe dla kilku przybyszy, na stałe są tu rezydenci i rybacy. Stajemy long side, zrzucamy sztormiaki i po cywilu idziemy zwiedzać katedrę kanonika Kopernika. Położona na wzgórzu budowla robi wrażenia tak samo jak i pomnik tego, co wstrzymał słońce a ruszył ziemię. Zwiedzamy mury i miasteczko, po czym udajemy się na pyszną rybkę w porcie. Tak dobrego i smacznego wędzonego śledzia nie jedliśmy od dawna. Palce lizać (dosłownie). Po południu, nasyceni i zadowoleni wychodzimy z portu – kierunek Krynica. Niestety wiatr zgasł, ale wyszło słońce. Powoli płaskim jak stół zalewem (mała głębokość powoduje, że szybko robi się fala tak jak i równie szybko niknie) zmierzamy do największego portu Zalewu Wiślanego. Krynica Morska to miejsce dla żeglarzy nieatrakcyjne. Właśnie trwa remont portu w ramach projektu Pętla Żuławska, niebawem będzie tu piękna marina, ale zanim to… to jest brzydko i obskurnie. Widać, że teren nie ma dobrego gospodarza od lat, bo jest zapuszczony. Szkoda szczególnie ze względu na pamięć naszego krajana Leonida Teligi, którego to imienia jest port. Wierząc, że niebawem będzie pięknie nasza flota cumuje przy wolnym nabrzeżu i szykuje się do zwiedzania kurortu. Niestety Krynica to przykład typowego polskiego letniego miejsca zbiorowego wypoczynku. Mnóstwo tymczasowych stoisk, drewnianych budek i wszystkiego w typie „only one season”. We wrześniu dochodzi jeszcze efekt pustki, nieliczni turyści nie ożywiają kurortu, przez, co mamy wrażenie wyludnionego miasta. Nam pozostaje piwo, kebab i walka Kliczko – Adamek.

Krynica Morska, 11 września, godzina 09:00 LTC

Bezwietrzny niedzielny poranek przywitał załogi niespotykanym jak na ta porę roku ciepłem. Poranna krzątanina kambuzowa potem klar i pora wracać do Elbląga. Chcemy dotrzeć na 16:00 przed nami spory odcinek zalewu i rzeki. Wiatr niespiesznie powiewa, niekiedy zniechęcając do współpracy, ale na wysokości pławy TOL rozwiewa się na dobre. Znów idziemy w równym przechyle, tnąc fale. Prawie jednym halsem dochodzimy do „Piotrusia”, który wyraźnie sugeruje, że mamy skręcać do Elbląga i pomału żegnać się z gościnnymi i ciekawymi wodami Zalewu Wiślanego. Jeszcze na żaglach, ale już gotowi do ich zrzucenia i odpalenia kataryny chowamy się za trzcinami i jesteśmy w widłach Zatoki Elbląskiej. Trzymamy się toru, ponieważ poza nim występują duże wypłycenia. Most obrotowy Nowakowo każe nam chwilę poczekać – udajemy się na krótki spacer do sklepu na oranżadkę. Wrota otwarte, silnik gra, ruszamy do portu macierzystego. Wykorzystujemy ten czas na pakowanie toreb i wstępne porządki przed oddaniem łódki. W marinie w Elblągu meldujemy się o 15.00, powiadamiamy telefonicznie właściciela, że jesteśmy i umawiamy się z nim na odbiór. Procedura idzie sprawnie i już po czwartej jesteśmy w samochodach, w drodze do domu. Zalew Wiślany zaliczony.

Porty/bazy żeglarskie.

Tolkmicko, Frombork, Piaski, Krynica Morska, Kąty Rybackie to porty „duże” w znaczeniu infrastruktury technicznej – pirsy, betonowe nabrzeża, nabieżniki.

Pozostałe bazy to tzw. przystanie żeglarskie: Jagodna, Kamienica Elbląska, Nadbrzeże, Suchacz, Kadyny. Tu spodziewać się można typowej śródlądowej infrastruktury w stylu kei, toalet i niewielkiego zaplecza bytowego.

Podsumowanie, czyli „samo gęste”

Zalew Wiślany to zarazem „okno na świat” można popłynąć w stronę Cieśniny Pilawskiej, ale również miejsce, do którego warto przypłynąć z Gdańska np. Wisłą Królewicką lub Szkarpawą. Jeziorak i Pojezierze Ostródzkie również jest w pełni skomunikowane z zalewem. Zatem można zrobić sobie niezłą przygodę i wyprawę. Czas trwania rejsu uzależniony jest tylko od naszych planów. Minimum to 3 dni, aby liznąć zalewu.

„Plusy dodatnie”:

  • Akwen śródlądowy, ale o charakterystyce morskiej (locja)
  • Ciekawy żeglarsko (silny, równy wiatr)
  • Dobrze skomunikowany z innymi akwenami

„Plusy ujemne”:

  • Niski stan infrastruktury w portach, szczególnie po sezonie
  • Brak wodnych stacji paliw / paliwo zawsze trzeba mieć w zapasie
  • Niewielka liczba firm i jachtów do wyczarterowania

Tags: ,