Jak Prezes kotwicą huknął
Kontynuujemy rubrykę żeglarskich opowieści z morałem, licząc, że te zabawne historyjki czegoś bohaterów nauczyły, a pozostałych mogą nauczyć. Na żeglarskim szlaku jest wiele pułapek i momentów trudnych, ale większość z nich to efekt prostych błędów z których należy się śmiać. Warto je jednak także poddać krótkiej analizie i traktować jako cenne wskazówki na przyszłość.
Wszystko działo się na wejściu do kanału tałckiego od strony jeziora Tałty. Były to czasy, kiedy żeglarzowi do szczęścia wystarczała łupinka z żaglem. Nasz jaśnie panujący Prezes – a pamiętają to już nieliczni – stanął na pokładzie jachtu Conrad 20 (jednostka długa na całe 6,05 m i szeroka na 2,06 m). Słońce chyliło się ku zachodowi.
Cumował dziobem do pirsu kanału na nocny postój, aby rano skorzystać z usług holownika – statku który wyręczał załogi z burłaczenia – i przedostać się na jezioro Jagodne (silniki nie były wtedy powszechne). Kiedy z czynności żeglarskich zostało już tylko rzucenie kotwicą z rufy – wiatru nie było, tafla jeziora płaska jak stół, ciepły sierpniowy wieczór wokół – rozegrała się następująca scena.
Widząc zainteresowanie zebranej publiczności, bo w tym miejscu cumowało kilka łódek, czyli ze 25 osób, nasz bohater w stylu amerykańskiego stand upper’a wziął kotwicę do ręki przymierzając się do wykonania rzutu. Każdy żeglarz z lądu, bądź jachtu, śledził jego kocie ruchy i podziwiał piękną opaleniznę podkreśloną pomarańczowym podkoszulkiem na ramiączka. Ręka mocno zacisnęła się na kotwicy Danfortha, ujęła trzon i robiąc zamaszyste ruchy kołowe huknęła jak z procy. Oczy niewiast i reszty widzów śledziły jej lot początkowo wznoszący aż do uzyskania maksymalnego pułapu po szybkie pikowanie. Rozległ się głośny plusk a tafla jeziora zmarszczyła się. Potem nastąpiła cisza i nagły rozległ się okrzyk… o kurde! (wersja oficjalna).
Kotwica nie została zaknagowana i wraz z liną poleciała w toń. Nasz miotacz ratując sytuację rzucił się jak rasowy ratownik w wodę aby przechwycić linę. Potem już tylko mokry i zmęczony wgramolił się z końcówką cumy do jachtu, aby dokonać knagowania i wybierania kotwicy.
Morał: Pamiętaj żeglarzu młody, najpierw knaguj a potem rzucaj kotwicę do wody.


