Rejs: żaglowcem Pogoria po Morzu Liguryjskim

Napisany przez Tomek Krysiak. Opublikowane w Morza i oceany

Pogoria 2014 (1001)Czy wielkie żaglowce to już zamierzchła przeszłość? Czy pozostały nam tylko ich piękne zdjęcia zdobiące ściany naszych domów i tawern? Nie! Żaglowce pływają, a nawet odbudowują swoją zaszczytną pozycję wśród innych jednostek. Ogólnoświatowe regaty Sailing Tall Ships wydatnie przyczyniły się do ich popularyzacji. Wbrew pozorom, te piękne statki cechują się często bardzo dobrymi właściwościami nautycznymi, a żeglowanie nimi sprawia ogromną frajdę, czego niedawno mogłem osobiście doświadczyć.

Ostatnio wpadła mi w ręce bardzo ciekawa pozycja „DWA LATA POD ŻAGLAMI 1834-1836” (Richard Dana). Autor opisuje swoje dwuletnie doświadczenia z pracy na dwóch amerykańskich żaglowcach handlowych, w podróży przez przylądek Horn do Kalifornii. Publikacja wiernie odzwierciedla  wszelkie aspekty pracy marynarzy na ówczesnych żaglowcach. Czytając szczegółowe opisy pracy żaglami, pomimo moich niemałych kwalifikacji żeglarskich, zmuszony byłem co chwila zerkać do słownika terminów żeglarskich. Dziś nasze jachty to w 99 procentach niewielkie slupy z olinowaniem i ożaglowaniem ograniczonym ilościowo do minimum. Obsługa dwóch żagli nie sprawia wielkiego problemu nawet jednemu żeglarzowi. Tymczasem wielkie, ciężkie żagle rejowe, czy gaflowe, wymagają wspólnej pracy wielu członków załogi. Wykonanie najprostszego  zwrotu, czy chociażby zmiany kursu, to konieczność przeprowadzenia licznych zsynchronizowanych czynności. Wchodzenie wysoko na reje na rozkołysanym statku to dziś całkowicie zapomniane czynności.

Na kanwie lektury zapragnąłem spełnić od dawna obiecywane sobie pragnienie, czyli rejs dużym żaglowcem typu: Sail Training Ship (STS). Bez zbędnej zwłoki uruchomiłem komputer w poszukiwaniu dostępnych propozycji.  Nie miałem przy tym specjalnych preferencji oprócz ograniczeń terminowych. Mój wybór padł na STS Pogoria. Tak oto zaciągnąłem się wkrótce na rejs prawdziwym żaglowcem, w dodatku po pięknym rejonie Morza Śródziemnego – Morzu Liguryjskim.

Rejs rozpoczęliśmy w Genui w sobotę rano. Miasto rodzinne Krzysztofa Kolumba przywitało nas deszczem i temperaturą ok. 13ºC. Żeglarze jednak wody się nie boją. Załoga statku liczyła ok 50 osób, do tego Kapitan i czterech członków załogi stałej: Starszy Oficer, Mechanik, Bosman i Kucharz. Pogoria to w miarę nowoczesna jednostka w bardzo dobrym stanie technicznym. Wszelkie szczegóły opisane na stronie armatora : http://www.pogoria.pl/.

Po sprawnym zakwaterowaniu nastąpił apel powitalny na rufie jednostki. Rozpoczęto podział załogi na wachty i przydział do poszczególnych oficerów wachtowych z jednoczesnym wyznaczeniu funkcji starszego wachtowego. Dalej w kolejności zostaliśmy zapoznani szczegółowo z jednostką, środkami bezpieczeństwa i procedurami ratunkowymi. Przy tak licznej zróżnicowanej pod każdym względem załodze wszystkie elementy mini szkolenia musiały mieć w pełni profesjonalny i formalny charakter. Na koniec odbyliśmy pierwsze ćwiczenia „na sucho” z obsługi żagli. Tak jak się spodziewałem, ogromna ilość lin zwykle jednolitego koloru – pomarańczowego lub niebieskiego – w pierwszej chwili zrobiła nam wszystkim ogromny mętlik w głowie. Gordingi, gejtawy, brasy i wiele innych, na co dzień nie używanych nazw, wprowadziły niemały chaos na pokładzie. Banalna czynność brasowania rej, w praktyce okazuje się bardzo trudna dla niewprawnej załogi. Wybranie poszczególnych lin to praca dla kilku osób, do tego ważna jest znajomość odpowiedniej techniki. Jak można się było spodziewać, kluczem do sukcesu okazuje się być współdziałanie załogi i sprawne wykonywanie poleceń dowodzącego. Ogromna ilość jednostkowych czynności sprawia, że dla każdej pary rąk znajdzie się zajęcie. Mając w pamięci opisy z książki, nie mogłem uwierzyć, że kilkukrotnie większa od naszej Pogorii fregata „Alert” mogła być obsługiwana przez trzykrotnie mniejszą załogę. Pocieszając się, że wszystko wymaga treningu, powoli układałem sobie w głowie wszystkie elementy poszczególnych skomplikowanych procedur.

Żeglowanie Pogorią to nie tylko poznawanie kulis obsługi statku. To również wspaniała turystyczna wycieczka. Jak wspomniałem, akwen sam w sobie jest bardzo ciekawy. Wprawdzie trasa rejsu uzależniona jest zawsze od warunków pogodowych, to jednak ilość ciekawych miejsc pozwala zaspokoić oczekiwania uczestników. Należy wspomnieć, że znaczna część załogi liczyła przy okazji na zdobycie wymaganego do stopnia kapitana stażu morskiego 100 godzin na jednostce powyżej 20m. Oczekiwania wymusiły ponadstandardowy czas przebywania na morzu. Było to okazją między innymi do zainscenizowania alarmu „człowieka za burtą”. Złożoność procedury i ogromna bezwładność statku daje dużo do myślenia. Nie dziwi fakt, że podczas żeglugi, wszyscy musieli przebywać na pokładzie w szelkach asekuracyjnych.

Z Genui obraliśmy kurs na południowy wschód w kierunku Elby. Wyspa znana jest oczywiście z faktu, że przebywał tu wypędzony po przegranej wojnie Napoleon Bonaparte. Do dziś na wzgórzu nad miastem można zwiedzić willę w której mieszkał. Elba to piękna wyspa z licznymi charakterystycznymi akcentami śródziemnomorskimi. Kamienna, stara zabudowa z dachami pokrytymi czerwoną dachówką w blasku promieni słonecznych pozwoliła nam skutecznie zapomnieć o zimowej szarzyźnie pozostawionej w kraju. Miasteczko niewielkie, ale pięknie położone na wzgórzu. Cisza i wyraźna senność mieszkańców, typowa dla południowców przypomina o przerwie w sezonie. Choć daleko jeszcze do letnich upałów, sjesta jest tu obowiązkowa. Nie liczcie zatem, że od 13tej do 16tej uda wam się zrobić zakupy. Również większość knajp w tych godzinach jest zamknięta.

O 13.00 we wtorek kolejny alarm manewrowy – parkujemy w Calvi na Korsyce. Jest pochmurno i wietrznie, ale bez deszczu. Calvi to piękne miasto. Na wzgórzu przy wejściu do zatoki znajduje się historyczna twierdza, którą ostatecznie zdobył słynny admirał floty angielskiej – Nelson. Tu też w bliżej nieokreślonych okolicznościach stracił oko. Jedna z hipotez mówi, że chcąc je potrzeć, zapomniał, że ma hak w miejscu dłoni. Krążą też liczne inne opowieści. Wracając do Calvi. Tu również urodził się najsłynniejszy Genueńczyk Krzysztof Kolumb. Obecnie stacjonuje tu ostatni legion cudzoziemski, w tym około stu żołnierzy wraz z rodzinami z Polski.

Cumujemy u podnóża twierdzy i pośpiesznie udajemy się na spacer. Po wejściu na górę, roztacza się przed nami przepiękna panorama. Wąskie uliczki pomiędzy charakterystycznymi budynkami z kolorowymi okiennicami, tworzą miły dla oka widok. Tu czas inaczej płynie. Po drodze mijamy otwierane po sjeście knajpki. Turystów poza sezonem niewielu, tym bardziej spacer, zdawać by się mogło, po wymarłych uliczkach, tworzy niepowtarzalną atmosferę. Uwielbiam te śródziemnomorskie klimaty. Po dwugodzinnym przechadzce wróciliśmy na kolację.

Przy okazji dodam, że życie na Pogorii, podobnie jak niegdyś na żaglowcach przybiega według ścisłych reguł. Porządek wacht jest tu podstawowym ściśle przestrzeganym harmonogramem. Każda wachta musiała dwukrotnie zaliczyć dyżur w kuchni, gdzie pod okiem kucharza przygotowywała posiłki. Był też czas do dyspozycji dla Bosmana, gdzie myto pokład, czy też wykonywano inne prace bosmańskie. Oczywiście były też wachty nawigacyjne odpowiadające za prowadzenie żeglugi. Wszystko zgodnie z góry ustalonym porządkiem. Na Pogorii nie ma bowiem pasażerów, wszyscy są członkami załogi.

Rejs kończymy w Livorno na północno zachodnim wybrzeżu Włoch. To duża aglomeracja z przyjemnym starym miastem. Parkujemy w porcie o wyglądzie raczej przemysłowym. Miasto, choć z ciekawą architekturą, ma jednak wielkomiejski charakter. Pełno tu ludzi, samochodów, sklepów, straganów… Czas do domu.

Następnego dnia nastąpiła wymiana załogi. Wykwaterowujemy się zwalniając miejsca w kajutach. Statek opuściliśmy jednak dopiero wieczorem, stąd dla urozmaicenia zwiedziliśmy niedaleką Pizę z jej słynną wieżą. Po powrocie z wycieczki zjedliśmy pożegnalny obiad i zorganizowaliśmy apel. Jeszcze kilka zdjęć, wymiana telefonów i koniec.

Wspaniale spędzone chwile. Niezależnie od różnorodnych oczekiwań każdego z uczestników, wszyscy byli bardzo zadowoleni z tej niecodziennej przygody. Dla mnie to były nowe ekscytujące doświadczenia żeglarskie, tym bardziej wartościowe, że zdobyte w miłym towarzystwie. Polecam.

Be Sociable, Share!

Tags: , ,