Awarie, których można było uniknąć

Napisany przez Michał Kwiatkowski. Opublikowane w Porady żeglarskie

masztW czasie moich rejsów zdarzyło się kilka przygód, które skończyły szczęśliwie, jednak równie dobrze mogły z nich wyniknąć spore kłopotki (jak to mawia moja mała córka). Rzecz dotyczy awarii różnych elementów takielunku i wyposażenia na żaglówce. Warto się zastanowić, czy i jak można było ich uniknąć.

HISTORIA 1 – maszt

sciagaczJeziorak. Wypożyczyliśmy 2 żaglówki. Naszym celem był Elbląg (kanałem Ostródzko – Elbląskim). Przez dwa dni miałem pływać sam na Sasance, gdyż część załogi dojeżdżała później. Był piękny dzień. Wiało słabo. Skierowałem się do Zatoki Kraga i płynąc pełnym baksztagiem na foku i grocie zmierzałem w kierunku końca jeziora. Nagle coś metalicznie stuknęło o pokład. Był to luźny sztag… Cała historia od tego momentu do końca trwała około 3 do 5 sekund, jednak mi się wydawało, że były to wieki. Samotne pływanie jest bardzo przyjemne, tylko że w sytuacji kryzysowej brakuje drugiej, trzeciej itd. pary rąk. Tak było i tym razem. Przez ułamek sekundy zastanawiałem się co powinienem zrobić. Zostać przy sterze? Czy pójść podtrzymać maszt, który niechybnie zaraz zwali się na pokład? Uratowało mnie to, że płynąłem baksztagiem i siła wiatru popychając żagle powodowała, że maszt nie runął natychmiast lecz „powoli” się kładł. Zdecydowałem żeby pójść do masztu. Puściłem rumpel i jednym skokiem znalazłem się przy maszcie. Chwyciłem go mocno i podtrzymując starałem się go wolno i równo położyć. W zasadzie była to raczej asekuracja przy jego opadaniu, gdyż był on za ciężki abym mógł go jakoś sensownie kontrolować. Nagle pojawił się kolejny kłopot. Żaglówka pozbawiona osoby przy sterze zaczęła dochodzić do linii wiatru. Wobec tego zanikła siła równoważąca ciężar masztu i zaczął on szybciej opadać. Na szczęście maszt już był prawie położony i na tym etapie moim zadaniem było kontrolowanie żeby wiatr nie przekręcił go w lewo, bo to mogłoby spowodować jego wyrwanie i duże kłopoty. Przy odrobinie farta udało się. Mało brakowało, a powiodłoby się nawet nakierowanie go na tylny kosz, jednak maszt minął go o parę centymetrów i samoczynnie zatrzymał się. Pozostało mi włożyć go na odpowiednie miejsce i sprawdzić czy powstały jakieś uszkodzenia. Na szczęście okazało się, że nie. A co było powodem tej historii? Bezpośrednią przyczyną było rozkręcenie się ściągacza sztagu (tzw. „beczki”). Nie sprawdził tego elementu armator przed wydaniem łódki, a ja również przy przejmowaniu jachtu temu się nie przyjrzałem. Wystarczyło więc kilka zwrotów, napięć na stalówce sztagu i ściągacz samoczynnie rozkręcił się całkowicie, mnie stawiając w arcytrudnej sytuacji.

HISTORIA 2 – mini pożar, wielkie niebezpieczeństwo

wazPływaliśmy z kolegą Nashem po pojezierzu Charzykowskim. Był to jeden z ostatnich dni naszego niezwykle udanego rejsu. Ponieważ zbliżała się pora obiadu, to stanęliśmy w przystani PTTK, aby ugotować coś dobrego. Na wyposażeniu łódki była typowa turystyczna dwupalnikowa kuchenka gazowa połączona z butlą gumowym wężem. Była piękna pogoda. Ja wylegiwałem się na pokładzie, a kolega przygotowywał jakąś paszę, której głównym składnikiem miał być makaron. Nagle zawołał mnie – Michał pomórz. Coś się stało pomyślałem… Gdy zszedłem na dół zobaczyłem wielki płomień buchający z pod kuchenki. Kolega zakręcił kurki kuchenki i starał się go jakoś zdusić. Nie przynosiło to jednak oczekiwanego rezultatu. Ogień był cały czas bardzo duży. Poleciłem mu, aby zakręcił kurek przy butli. Ogień znacznie zmalał. W zasadzie paliła się już tylko obrzydliwa firaneczka wisząca przy oknie. Kolega chlusnął na nią wodą z kubka, co całkowicie ugasiło pożar. Na szczęście poza firanką nie spaliło się nic więcej. Pewnie dlatego, że ugasiliśmy ogień od razu po jego powstaniu. A co było powodem pożaru? Okazało się, że wąż łączący kuchenkę z butlą ze starości pękł i gaz zaczął się wydobywać w niekontrolowany sposób. Ech, armatorzy pamiętajcie, że te elementy nie są wieczne. Warto je wymienić co parę lat. Naszą winą z kolei było niedopatrzenie. Od tej pory zawsze sprawdzam instalację gazową przy czarterowaniu.

HISTORIA 3 – koło nie-sterowne

koloWypożyczaliśmy żaglówkę z Górek Zachodnich obok Gdańska. Rozpoczynaliśmy tygodniowy rejs, którego celem była Ustka. Po wypłynięciu z portu okazało się, że łódka ma sporą bezwładność na sterze. Gdy chciało się skręcić na przykład w lewo, to ster początkowo nie reagował, a następnie jacht zaczynał bardzo szybko skręcać. Kontra powodowała, że rozpoczynał się skręt w prawo. Bardzo trudno było utrzymać zadany kierunek i w zasadzie pływało się cały czas zygzakami. Najgorzej było na silniku, na żaglach zaś było znośnie. Pierwszego dnia wpływaliśmy do mariny w centrum Gdańska i przepłynięcie Motławą było na prawdę męczące. Ach, gdybyśmy z Gdańska zadzwonili do armatora i zgłosili usterkę… Przyjęliśmy jednak zasadę „jakoś to będzie” i postanowiliśmy płynąć z usterką do Ustki. To był duży błąd, gdyż wieczorem zgasł wiatr i trzeba było płynąć na motorze. Kręcenie kołem to w lewo, to w prawo było wysoce upierdliwe i męczące. Ciekawe o ile dłuższa była przez to nasza droga? Po dopłynięciu do Ustki uznaliśmy, że powrót bez sprawnego steru będzie nie do zniesienia. Na szczęście łódka posiadała na wyposażeniu samoster na sznurki. Po godzinie pracy zamontowaliśmy go i pełnił on rolę prowizorycznego rumpla (nie trzeba było używać koła sterowego). Najważniejsze, że dzięki temu mogliśmy mieć kontrolę nad kierunkiem. Po dopłynięciu do Sopotu postanowiliśmy jednak zadzwonić do armatora, gdyż pozostało nam jeszcze kilka dni żeglowania. Pojawił się właściciel i cała naprawa trwała może 5 minut. Okazało się, że brakowało oleju w hydraulice koła sterowego i to było powodem problemów z pracą urządzenia sterowego oraz utrzymaniem kierunkiem. Warto więc przed rozpoczęciem rejsu poświęcić chwilę i naprawić stwierdzone usterki, w czasie rejsu może to być niemożliwe lub bardzo trudne.

HISTORIA 4 – żegnaj płetwo sterowa

pletwaNasz Mors RT sprawował się świetnie. Minęła już połowa naszego mazurskiego rejsu. Pokonywaliśmy właśnie jakiś kanał, czy rzekę i w oczekiwaniu na resztę naszej floty dobiliśmy na chwilę do brzegu. Po jakimś czasie postanowiliśmy płynąć dalej. Kilka mocnych, zamaszystych ruchów rumplem miało spowodować skierowanie dziobu na wodę. Po jednym z nich urządzenie sterowe przestało stawiać opór. Wychyliłem się za rufę, aby sprawdzić co się stało. Okazało się że zgubiliśmy płetwę sterową. Po prostu odpadła. Na szczęście, byliśmy wtedy przy brzegu, głębokość nie była duża i udało się ją znaleźć i ponownie przymocować. Nasz Mors posiadał płetwę sterową wykonaną z blachy o grubości 0,5 cm. Była ona dość ciężka, więc śruba mocująca po prostu przetarła się ze starości i urwała. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby stało się to w trudnych warunkach podczas żeglugi.

POZDROWIENIA OD „WUJKA DOBRA RADA” NA KONIEC

Opisane wyżej historie zdarzyły się na prawdę. Wszystkich ich można było uniknąć, gdybyśmy dokładnie obejrzeli jacht przed wyczarterowaniem. Zresztą taki przegląd na żaglówce jeziorowej nie zajmuje dużo czasu. Elementów do skontrolowania jest w sumie niewiele. Warto więc dokładnie obejrzeć łódkę, a szczególną uwagę poświęcić na:

– olinowanie stałe, zwłaszcza sztag (w połowie jachtów na pewno będą też luźne wanty)

– olinowanie ruchome – kondycja szotów i fałów

– urządzenie sterowe (rumpel, koło sterowe, płetwa, fał i kontrafał płetwy sterowej)

– silnik wraz ze szczelnością przewodów paliwowych przy zbiornikach zewnętrznych

– działanie miecza

– szczelność kadłuba – czyli czy w zęzie nie ma świeżej wody

– stan żagli. Kiedyś zostałem obciążony kwotą 200 zł za szycie rozdarcia, którego w 100% nie spowodowałem

– stan kuchenki i przewodów gazowych.

Na żaglówkach morskich elementów wyposażenia jest znacznie więcej i kontrolę należy przeprowadzić znacznie dokładniej.

Oczywiście nie uda się zapobiec wszystkim awariom. Jednak większość z nich z pewnością można wyeliminować dokonując kontroli technicznej przed wypłynięciem. A dzięki temu rejs będzie przyjemniejszy, a potem nie będzie kłopotów ze zwrotem kaucji.

Jeżeli ten temat Cię zainteresował przeczytaj nasze inne artykuły powiązane z nim kontekstowo:

O tym na co zwracać uwagę przy podpisywaniu umów czarterowych na śródlądziu   http://www.mariway.pl/umowy-czarteru-na-srodladziu-na-co-zwracac-uwage-i-jakie-sa-konsekwencje-ich-zapisow-porady-prawne/

Ogólne porady związane z czarterem jachtu na śródlądziu    http://www.mariway.pl/czarter-jachtu-czyli-zeglarskie-abecadlo/

P.S. Zdjęcia w tym artykule proszę traktować tylko poglądowo, jako ilustrację tekstu. Nie są one naszego autorstwa.

 

Be Sociable, Share!

Tags: ,