Mój pierwszy raz na morzu

Napisany przez Michał Kwiatkowski. Opublikowane w Morza i oceany, Mój pierwszy raz

kto wygra choroba maorska czy jaW Polsce jakoś tak się przyjęło, że żeglarstwo kojarzy się przeciętnemu żeglarzowi z Wielkimi Jeziorami Mazurskimi. W potocznej świadomości nie funkcjonują nawet za bardzo inne śródlądowe akweny żeglarskie (np. Jeziorak). Nie zdajemy sobie sprawy, że można ruszyć na szlak z innego miejsca niż Giżycko, czy Mikołajki. Gdzieś na odległym biegunie możliwości jest też to, co w innych krajach uważane jest za coś normalnego, a mianowicie pływanie po morzach. Mnie też przez 20 lat żeglowania nie przyszło do głowy, żeby spróbować morskiej przygody. Owszem, Mazury mi spowszedniały i postanowiłem poznać inne śródlądowe akweny, ale morze pozostało nieznane. Na szczęście do czasu!

Dlaczego warto spróbować morza?

To jest zupełnie co innego niż żeglowanie po jeziorach. Czy jest to lepsze, czy gorsze? Czy jeziora w porównaniu z morzem to „wioska”? Nie wiem. Pewnie to sprawa indywidualnych upodobań. Na pewno jest to coś innego. Uważam, że nie można tego łączyć, czy porównywać. To są zupełnie inne światy. Póki co nie mam dużego morskiego doświadczenia, ale poznawszy i morze i Mazury wiem, że nie warto wybierać jednego, kosztem drugiego. Będę pływać i tu i tu, oczywiście jeżeli czas mi na to pozwoli. Spróbowawszy morza na pewno zmienia się optyka. Mazury nie są już takie ogromne i żeglarsko tak ekscytujące jak kiedyś. Nie są też takie niebezpieczne jak się kiedyś wydawało. Z uśmiechem czytam i oglądam relacje video żeglarzy, którzy w ekstazie opisują groźny sztorm (np. na Niegocinie), podczas gdy na filmie widać, że wieje max. 4 Beauforta. Morze to po prostu żeglarska szkoła. Jeżeli ktoś chce się uważać za dobrego żeglarza, lub chce się nauczyć być dobrym żeglarzem, to jeziora mu to umożliwią tylko do pewnego stopnia. Żeby nauczyć się więcej, trzeba popłynąć w morski rejs. Jeziora stawiają poprzeczkę na pewnym poziomie. Stosunkowo łatwo ją przeskoczyć po paru latach praktyki. Jednak niczego więcej się nie nauczymy. Bo nie będziemy już musieli…

Ale dlaczego warto spróbować morza? Choćby z ciekawości – żeby zobaczyć jak to jest. Na pewno dla podniesienia swoich umiejętności. Na pewno, żeby poznać wspaniałe miejsca – żeby otworzyć sobie perspektywy. Zdecydowanie po to, żeby przeżyć inne przygody niż na jeziorach – żeby zerwać z rutyną. I tak dalej, i tak dalej. Jednak to do nas będzie należał wybór w przyszłości – czy warto planować po raz kolejny rejs na Mazurach, czy może wybrać coś z nieskończonego morskiego menu szlaków żeglarskich. Będziemy już mieli porównanie.

Czym różni się morze od jezior?

Na morzu wszystko jest inne (pomimo tego że pozornie takie samo). Wiem to paradoks, ale naprawdę tak jest. Inne są łódki (inaczej wyposażone, inne mają właściwości nautyczne), inaczej robi się zwroty, inna jest technika i taktyka pływania, inny strój należy zabrać ze sobą, inną wiedzę zdobyć (chociażby wreszcie należy nauczyć się locji), szybko poznamy co to morska choroba (przynajmniej większość z żeglarzy). Konieczne jest także poznanie działania sprzętów (np. radia UKF) i urządzeń, których nie ma na wyposażeniu łódek na jeziorach. Należy także nauczyć się nawigacji, chociażby wykorzystując GPS i programy komputerowe.

W niektórych aspektach wymienionych wyżej, różnice są mniejsze, w innych większe. Niemniej jednak, jeżeli ktoś po raz pierwszy wejdzie na jacht pełnomorski, to będzie miał wrażenie, że wszystkiego trzeba się uczyć od początku. Ja przynajmniej tak się czułem.

Morze jest oczywiście dużo bardziej niebezpieczne niż jeziora. Nie można spłynąć do brzegu kiedy się chce, fale i wiatr są nieporównywalnie większe. Jednak moim zdaniem nie powinien to być argument anty w spróbowaniu morza. Do wszystkiego można się przygotować, wybierając optymalny okres rejsu i akwen, a przede wszystkim zaangażować się w przedsięwzięcie z ludźmi, którzy mają doświadczenie i potrafią zagwarantować bezpieczne pływanie.

Pływanie po morzach, to też większe koszty. Nawet na rejs po naszym Bałtyku, trzeba przeznaczyć większy budżet niż na jeziora. Tygodniowy czarter sensownej żaglówki pełnomorskiej (min. 6 osobowej), to koszt min. 4000 zł. Oczywiście jeżeli planujemy rejs gdzieś daleko, to dochodzi koszt transportu. Jednak i tak warto spróbować.

Jak przygotować się do pierwszego rejsu? Co zrobić gdy nie ma się morskiego doświadczenia?

  1. Przede wszystkim ludzie. Nigdy nie planujmy morskiego rejsu jeżeli skiper (kapitan) nie ma dużego morskiego doświadczenia. Nie liczmy na naszą jeziorową praktykę. Niestety nie na wiele się przyda. Dobrze jest jeżeli jeszcze kilka osób z załogi pływało wcześniej po morzu. Tak więc należy „dosiąść” się do kogoś kto ma doświadczenie. Jeżeli nie mamy takich znajomości, to można zapisać się na rejs, który organizuje jakaś szkoła żeglarska. Jest ich sporo na wybrzeżu. W Internecie są oferty. Ewentualnie można wybrać się w rejs jako załogant jakiegoś większego żaglowca. Organizowane są rejsy komercyjne.
  2. Wyposażenie. Ja po swoim pierwszym morskim rejsie wyrzuciłem żółty „foliowy” sztormiak który służył mi przez kilka lat na śródlądziu. Po prostu na morzu tego typu „ciuszki” się nie sprawdzają. Są niewygodne i bardzo się w nich człowiek poci. Tak więc ważne jest aby mieć naprawdę nieprzemakalne ubranie (kurtka + spodnie), najlepiej produkowane z myślą o morzu. Ważne jest też aby mieć kilka sztuk ciepłego ubrania (zwłaszcza gdy planujemy rejs po tzw. zimnych akwenach). Przydadzą się też kalosze, czapka przeciwsłoneczna, ciepła czapka, krem z solidnym filtrem UV. Nie zapominajmy też o rękawiczkach żeglarskich w dwóch wersjach lekkich bez palcy i pełnych na chłodniejsze dni czy też nocne wachty. Na jeziorach to raczej szpanerski gadżet, na morzu to rzecz niezbędna. Dodatkowo można pomyśleć o własnej kamizelce ratunkowej pneumatycznej, ceny zaczynają się od 500 pln choć być może będzie na wyposażeniu łódki. Podczas swojego pierwszego rejsu miałem klasyczny kapok, który nie jest zbyt wygodny na dłuższą metę – krępuje ruchy. Bardzo ważne jest też zabranie ze sobą tabletek przeciw chorobie morskiej – zalecane są te lokomocyjne specyfiki jak np. aviomarin, dobrze działa również imbir w tabletkach. Uwaga tabletki należy brać już na 2h przed wyjściem w morze. W innym wypadku zażycie tuż przed startem kończy się fiaskiem. Wisisz na relingu i widzisz wszystko co niedawno jadłeś w tym i tabletki… Zazwyczaj rzygają wszyscy chociaż jeszcze o tym nie wiedzą, błędnik szaleje, dopiero po dobie ciało przyzwyczaja się do nowych warunków. Generalnie będzie miłą niespodzianką, jeżeli nas to ominie. Doraźnym środkiem zaradczym jest położenie się płasko na plecach na parę minut, ale nie w zamkniętej kajucie – to tylko wzmaga szaleństwo błędnika. Jeżeli chodzi o szczegóły ekwipunku, to proponuję dopytać skipera, jako doświadczona osoba podpowie co należy wziąć na pewno a co uznaniowo.
  3. Edukacja. Jeżeli jest taka możliwość, to proponuję poznanie zasad działania radia UKF (teraz dużo kierowców z nich korzysta). Warto też poznać podstawowe zasady budowania komunikatów na morzu. Poza tym można poczytać trochę literatury podręcznikowej odnośnie pływania po morzu (np. w trudnych warunkach). Konieczne jest też przypomnienie sobie locji. Na jeziorach widzimy jakieś zielone i czerwone boje oraz znaki, natomiast mało kto pamięta co oznaczają i przed czym ostrzegają. Na morzu to niezbędny warunek naszego bezpieczeństwa. Zapewne praktyka morska po kilku rejsach zaprocentuje i da nam poczucie większej pewności.
  4. Akwen. Na pierwszy rejs morski proponuję wybrać jakieś ciepłe spokojne wody. Będzie najprzyjemniej. Jeżeli nie mamy takich możliwości, to pływanie po Zatoce Gdańskiej i Puckiej w lecie również będzie dobrym pomysłem. To dobra żeglarska morska szkoła, a blisko lądu. Można też wziąć pod uwagę Zalew Szczeciński, lub Wiślany. Choć to w sumie akweny śródlądowe, ale zaliczane są do morskich i takie też mają oznaczenia nawigacyjne.

Kilka słów na zachętę

Jeszcze raz podkreślę, że pływanie po jeziorach i po morzu to inna bajka. Nie można tego porównać i powiedzieć co jest lepsze. Gorąco jednak zachęcam każdego żeglarza, aby spróbował i wyrobił sobie zdanie. Nie ma się czego bać, to nie jest takie trudne i nieosiągalne jak się wydaje. Przede wszystkim trzeba zadbać o to aby mieć dobrych nauczycieli. Prawda jest też taka, że ktoś kto raz morza spróbował raczej na pewno na nie wróci. I chyba też inaczej będzie patrzył na jeziora. Już nie będzie to potworna niebezpieczna głębia, a raczej przyjemne i przepiękne „szuwary”.

Be Sociable, Share!

Tags: ,