Rejs: Wakacje z duchami, czyli nieudana próba dopłynięcia do jezior Dejguny i Gołdopiwo
To był bardzo sympatyczny rejs, choć finalnie z niezrealizowanymi zamierzeniami. Po pierwsze nie udało się nam osiągnąć głównego celu rejsu, czyli wpłynąć na jezioro Dejguny z Tajt. Po drugie nie powiodła się realizacja planu awaryjnego, czyli pokonanie Sapiny i dopłynięcie do jeziora Gołdopiwo. Mimo wszystko (a może dzięki temu) był to rejs pełen żeglarskich przygód. Niektóre z nich były bardzo tajemnicze – naszym zdaniem za sprawą mitycznej Czarnej Łapy :)
Jakiś czas temu rozpoczęliśmy serię artykułów, które „bawiąc uczą”. W historiach tych przedstawiliśmy swoje przygody, w których nie udało się nam uniknąć błędów. Mamy przez to nadzieję, że uda się ich uniknąć innym wodniakom. Dzisiaj kolejna przygoda! Tym razem pośmiejemy się z innych. Będzie to o załodze, która wybrała tyleż niekonwencjonalne, co nieskuteczne sposoby odcumowania.
21.07.2014 zakończył się wyjazd żeglarski z młodzieżą z Piastowskiej Świetlicy Środowiskowej. Cztery dni spędzone nad Zegrzem były wspaniałe – zarówno dla instruktorów z Mariway Sailing Club, jak i dla wszystkich żeglarzy. Nie było czasu na nudę, ciągle działo się coś ciekawego zarówno podczas pływania na żaglówkach jak i wieczorami. Wszyscy chyba najbardziej zapamiętają przechyły i morską bitwę (nieważne kto wygrał, wszyscy i tak byli mokrzy)!
Bezpieczeństwo – słowo odmieniane na setki sposobów przez wszystkich, w dalszym ciągu odgrywa najważniejszą rolę w uprawianiu sportów wodnych. Jak można ustrzec się niezamierzonych negatywnych skutków zabawy w żywiole jakim jest woda, opowiada w trzeciej części wywiadu dr Tomasz Zalewski, Członek Dyrektoriatu International Lifesaving Federetion i Prezes Zachodniopomorskiego WOPR. Rozmawia nasz kolega Krzysztof Kozłowski
Locja to chyba jeden z mniej wdzięcznych tematów żeglarskich. Trudny do przekazania, czy nauczenia, zwłaszcza, gdy do najbliższego akwenu jest kilkadziesiąt kilometrów. Niemniej jednak zdecydowaliśmy się poświęcić ostatnie spotkanie z młodzieżą ze Świetlicy Środowiskowej z Piastowa właśnie temu zagadnieniu.
Bo ja, proszę pana, chlebek lubię cienko posmarować margarynką i na to mieloneczkę z pomidorkiem – powiedziałby pewnie niejeden żeglarz. No właśnie, myślę że warto poświęcić chwilę temu, co nas czeka od strony kulinarnej na rejsie. A o czym będzie ten tekst? O żeglarskiej kuchni, czyli co kupić, co ugotować (i czy w ogóle) oraz jak to wszystko magazynować, ale najważniejsze pytanie to jak całość zaplanować?
Zanim nie miałem dzieci, myślałem, że żagli z nimi nie da się zorganizować i że to nie ma sensu. Gdy już pojawiły się na świecie nie zamierzałem jednak z żagli rezygnować. Co robić? Gdy moja córka miała 4,5 roku, a syn 2,5 zdecydowałem się na wspólne pływanie. Było naprawdę super! Chciałbym podzielić się swoim doświadczeniem, co zrobić aby wspólne pływanie było frajdą zarówno dla do starszej jak i młodszej załogi.
Moja żona Martyna powiedziała: „o rany, tu jest fajniej niż na Mazurach!”. Myślę, że to najlepsza rekomendacja tego szlaku, zwłaszcza dla damskiej części załóg. Co wpłynęło na tę euforyczną wprost ocenę? Na pewno urzekająca uroda tego jeziora, a także wzorcowe zagospodarowanie terenu – sporo doskonale zorganizowanych ośrodków wczasowych (wiele z odnowionymi toaletami, bazą gastronomiczną, plażami, itp.), które nie psują „walorów artystycznych” terenu. Po prostu doskonale wtapiają się w krajobraz.